„Piotruś i wilk”. Reż. Suzie Templeton.

Dobra, nie będę Wam mydlić oczu, że znałam tę animację, zanim otrzymała Oskara. Bo nie znałam. Oczywiście po przyznaniu nagrody zerknęłam na dostępne w necie fragmenty i stwierdziłam, że faktycznie, tym razem nagroda powędrowała z pewnością zasłużenie, ale całości nie widziałam. Kiedy wczoraj nasza TV puściła ją, chętnie skorzystałam z okazji i z wypiekami na twarzy obejrzałam tę krótką ale za to jaką animację. Mimo, że podczas oglądania razem z P. towarzyszyły nam słowa Brejna, który u siebie na blogu http://www.ultramaryna.pl/mkk/
stwierdził, że Piotruś, cytuję "ma idealny look młodocianego psychopaty":)
Animacja rzeczywiście rewelacyjna…Ponieważ trochę się nasłuchałam o tym, jak to się wszystko wykonuje, więc wiem, jak katorżnicza tak naprawdę jest praca przy filmie, który potem wygląda tak, jak właśnie wygląda, czyli zdaje się być realistycznym w każdym calu. Te spojrzenia Piotrusia, zagubionego, zahukanego sierotki, którego jedynym przyjacielem jest gąska (chlip, chlip, świeczka dla gąski), ten kot, który po wpadnięciu do przerębla otrząsa się z takim obrzydzeniem, a my widzimy jak schną jego włoski!
Powiem tak. Faktycznie odwalono tam kawał dobrej roboty, co zdecydowanie widać i naprawdę szczerze się cieszę, że to Polacy otrzymali między innymi tę nagrodę. Szkoda, że podczas gali jakoś mało o tym było mowy, ale jednak jest to jasne, i mam szczerą nadzieję, że Se-ma-for otrzyma dzięki temu jeszcze większe szanse i że stanie się to po prostu nowym rozdziałem w działalności tego łódzkiego studia, które nawiasem mówiąc, boryka się z problemami lokalowymi…cóż, taka nasza polska rzeczywistość.
Co do samego filmu, to naprawdę polecam obejrzenie go. Nie wiem, jak Wy, ale ja chyba osobiście wolę krótsze formy i tu taka właśnie jest, około półgodzinna, a treściwa. Widzimy bohatera filmu, małego chłopca, którego przysłowiowy los nie pieści. Pewnie jest sierotą, którego los rzucił do domu jakiegoś mało przyjemnego starucha, który wydaje się bardziej kochać własnego kota, niż dziecko, którym ma się opiekować.
Piotruś jednak chce czegoś więcej, i pewnego dnia otwiera przysłowiowe drzwi do innego świata.
Tak naprawdę interpretacji jest zapewne cała masa. Może to po prostu opowieść o małym chłopcu, który sięga po więcej? I odkrywa, że świat, który wydawał mu się rajem, jest takim samym światem, który zna? Z jego pięknymi ale i złymi i groźnymi stronami? A może to opowieść o dojrzewaniu i Piotruś musi zmóc się z własnym strachem, pokonać lęk, co spowoduje jego dalszy rozwój własny?
Nie mam ochoty wnikać. Wczoraj podczas oglądania, po prostu chłonęłam obrazy przesuwające mi się przed oczami, napawałam się tym, jak realne wydawało mi się to, co widzę, te spojrzenia rzucone spod rzęs, jakimi obdarowywał nas Piotruś, to zło czające się w spojrzeniu wilka, którego Piotruś będzie musiał pokonać, cienie jakie rzucały drzewa w lesie i całość, która przeniosła mnie, jak w czasach dzieciństwa, kiedy wszystko wydawało się możliwe, do tego lepszego, bo bajkowego świata……..
Polecam, polecam!