niedzielne to i owo…uprzedzam, długi wpis…

Coś mi się wydaje, że wyjdzie mi trochę chaotyczny wpis. Bo tak, po pierwsze, wiosna panie i panowie, wiosna za oknem! A to powoduje zamęt w przyrodzie, w sercach, w nastrojach!

Po drugie, mam "czasoumilacz", czyli wreszcie i Plus zdecydował się na to, na czym Era z powodzeniem zarabia, a więc, kiedy się do mnie dzwoni, można usłyszeć muzykę, zamiast tylko sygnału dzwonienia. U mnie jest muzyka latynoska, a co?!:) Monoli, która parę dni temu do mnie dzwoniła , nieźle się zadziwiła;)) Mówi do mnie "Aż na telefon patrzyłam, co się dzieje" ;))

Po trzecie, dzisiaj w nocy wybory ważne, kinowe. "Katyń" i …czy wygra w kategorii filmów nieanglojęzycznych? Powiem tak. Filmu nie widziałam i nie zamierzam. Z tego samego względu, co nie obejrzałam "Pasji" Gibsona. Od dziecka wiedziałam, że Katyń zgotowali nam radzieccy sąsiedzi. Nigdy nikt nie wmawiał mi w rodzinie, że było inaczej. Paradoskalnie czasem myślałam, że może powinniśmy odczuwać coś w rodzaju "wdzięczności" dla Niemców, że w ogóle dzięki nim mieliśmy DOWODY na zbrodnię…Bo bez odkrycia grobów, nikt pewnie nigdy o Katyniu, Miednoje, Ostaszkowie itd by się nie dowiedział…
Nie mam więc potrzeby oglądania o tym filmu, o którym słyszałam rozmaite opinie. Mnie wystarcza jedna, o słynnych ostatnich minutach filmu. Nie, dziękuję, to nie dla mnie, nie na moje doły ostatnio itd. Mam bogatą wyobraźnię i mniej więcej wyobrażam sobie, jak katyńskie, wschodnie piekło wyglądało.
Niemniej jednak OGROMNIE kibicuję temu filmowi na rozdaniu Oskarów. Nie za jego wartość artystyczną na temat której nie widząc go nie zamierzam się wypowiadać , ale kibicuję mu dlatego, że osobiście marzę o tym, aby JAK NAJWIĘCEJ osób na świecie obejrzało go i poznało prawdę katyńską. Tak, jak marzę o tym, aby nigdy w podręcznikach do historii nie pojawiało się kłamstwo historyczne "polskie obozy koncentracyjne" , tak samo chciałabym, aby ludzie na świecie, szczególnie młodzi, mieli okazję dowiedzieć się, jak ta prawda historyczna wygląda. Bo wiem, że nie wszyscy mieli okazję mieć dom, w którym się o tym, jak sprawy wyglądały, mówiło wprost i bez zakłamania. A wiele osób na świecie nie wie, bo po prostu i zwyczajnie, o tego typu wydarzeniach na lekcjach historii ich nie uczono. I znowu przypomina mi się w tym wszystkim osoba, którą miałam kiedyś okazję poznać, osoba, która zwariowała z miłości…Miałam 20 lat, kiedy ją poznałam, ona ponad 80 i wciąż (z jednej strony wiedząc, że jej najdroższy mąż, z którym łączyła ją miłość namiętna, szalona, aż nieprzyzwoita jak na lata trzydzieste i czterdzieste zginął na Wschodzie właśnie) mówiła o nim jak o wciąż żywym i o tym, że "kiedy A. wróci, to trzeba będzie zweryfikować plany budowy domu, bo kiedyś myśleliśmy, że będziemy mieć dzieci, a teraz, to wiadomo, że nie i że taki duży dom nie będzie nam potrzebny"………..
Tak więc tak, kibicuję "Katyniowi" i bardzo chciałabym, żeby ten film Oskara otrzymał.
Update, właśnie takie coś na Gazecie wynalazłam, to apropos prawd historycznych i świadomości niektórych, którzy w szkole o tym się nie uczyli:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4957916.html

Z innej beczki, dzisiejsza wiosenna , jak ktoś w moim wpisie poniżej zaznaczył, KWIETNIOWA wręcz pogoda, sprzyjała spacerowi. Mimo, że moje ciśnienie od rana plasowało się w totalnych dołach (kawa okazała się wręcz niezbędna), odbyliśmy wspaniały, ponad dwugodzinny spacer do lasu. Odkryliśmy zupełnie nowe miejsca. Tyle lat już tu mieszkamy a teraz odkyliśmy super część lasu, która kojarzyła się nam obojgu z mazurskimi spacerami w Puszczy Piskiej…Przy okazji, dawno, dawno temu na Forum Książki, ktoś napisał, że wróży sobie na lato, z pierwszego motyla, jakiego zobaczy po zimie, na wzór Muminków, które to podobno robiły;) Nie wiem, czy tak naprawdę było (muszę wrócić do Muminków, koniecznie!), ale ja od tamtej pory też sobie tak wróżę i oto wiadomo, że tegoroczne lato będzie dla nas miłe, słoneczne i ciepłe, bowiem wypatrzyłam Cytrynka……

Spacer więc był super przyjemny, wklejam na dowów fotę (tu dotarliśmy do ulubionego brzeziniaka)…

Na koniec, poznaliśmy wreszcie nową kuchnię hinduską, jaka się ostatnio otworzyła no, nie tak niedaleko nas, ale na Ursynowie. Wzięliśmy dania na wynos, i okazały się pycha i naprawdę sycące, mniam! Będziemy częściej wracać;)
No, uprzedzałam, że wpis, nie dość, że chaotyczny, to będzie długi i nie omyliłam się;)

wiosenna burza…

zimową nocą, no, tego chyba nie znałam, do nocy wczorajszej, kiedy to obudziły nas grzmoty i przeraźliwe bębnienie deszczu w parapet i okna, jako, że porywisty wiatr siekał nimi prosto w szyby…baaardzo nieprzyjemna to noc była. Poszliśmy sprawdzić okna, czy nie przeciekają, ale dobrze udało się je uszczelnić po letniej "przygodzie"…

Wczoraj źle się czułam, jakiś dzień miałam w półśnie…Nie wiem, pogoda to pewnie, ciśnienie, wszystko na raz.
Wieczorem zajrzeliśmy do Empiku, gdzie nabyłam drugi kryminał niemidsomerkowy Caroline Graham. Obecnie czytam  jej "Zawiść nieznajomego", a nabyłam drugi jej kryminał  "Morderstwo w Madingley Grange". Nabyłam także coś, co mnie bardzo zainteresowało ze względu na miejsce, w jakim dzieje się książka, a mianowicie współczesny Egipt, a jest to "Kair, historia pewnej kamienicy", Alaa Al Aswany…nic chyba nie czytałam z literatury tamtego regionu, a nie powiem, zaciekawiła mnie ta książka, aczkolwiek okropnie nie podoba mi się tytuł, jaki został stworzony na potrzeby polskiego rynku. Ja niby wiem, że pewnie chodziło o to, żeby zwróciło na książkę więcej osób uwagę, ale nie podoba mi się, jest za długi i jakoś niezręcznie brzmi. No, ale podejrzewam, że trzeba było wtrynić do niego nazwę Kair, żeby było egzotycznie i żeby większe zainteresowanie wzbudziła okładka. Zobaczymy, jaka będzie książka, na razie widzę, że na merlinie mają ją w promocji:
http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,584582.html