…czyli empatia…
Najpierw, co o tym pojęciu piszą w wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Empatia
Temat empatii trochę poruszyła w swoim ostatnim wpisie Mala_mi. I spowodowała, że zaczęłam nad tym intensywnie myśleć. Na przykład, że ostatnio zauważyłam u siebie potrzebę trzymania się z ludźmi, co do których jestem przekonana, że cechują się empatycznością właśnie…Swego czasu, szczególnie w dzieciństwie, młodości, aż tak na to u innych uwagi nie zwracałam, a jednak od pewnego czasu coś się zmieniło i właśnie ta cecha jest dla mnie ważna w mojej osobistej ocenie drugiej osoby. Widać z biegiem czasu coś się na tyle zmieniło, że ona właśnie znalazła się na miejscu pierwszym.
I szczerze mówiąc, bardzo na to ostatnimi czasy zwracam uwagę u innych. I chociażby ktoś miał masę innych zalet, to ta stała się dla mnie na tyle ważna, że zauważyłam, że nie mam zbytniej ochoty kontaktów z ludźmi, którzy się tym nie cechują. A teraz dobre pytanie, jak to jest, że faktycznie są osoby, które wydają się współodczuwać a są takie, które wydają się emaptii być pozbawione?
Jak to jest, że są osoby, które są delikatne, nie wtryniają się kolokwialnie mówiąc w uczucia innych , zachowują delikatność w kontaktach z innymi, swoistego rodzaju dyskrecję, nie przeprowadzają śledztw, aby czegoś się wywiedzieć, co koniecznie muszą (albo tak im się zdaje), które nie muszą wszystkiego wiedzieć, żeby czuć się z kimś dobrze? I jak to jest, że są osoby, które cudze odczucia rozumieją tak dobrze, że nie wyłuscza się im kawy na ławę, aby zrozumiały? Ciekawe, do determinuje w nas empatię bądź jej brak…
Ot, takie tam dumania wieczorne…
na salonach;)
tytuł przewrotny celowo trochę;) Z kabackich nowości- salonów nam się namnożyło. Żadnych tam salonów, na których bułkę przez bibułkę czy herbatę o five o’clock;) ale takich konkretnych. Bo oto na trasie spaceru pojawił się salon z najprawdziwszymi motorami (ciekawe, czy opłaca się taki umiejscowić na krańcach Kabat, widać tak), ale i czeka nas otwarcie innego i na ten, nie ukrywam, ucieszyłam się bardziej. Bo o ile na motory pogapię się przez szybę i stwierdzę co najwyżej, że ładne, to z drugiego jak najbardziej skorzystam. Otóż od kwietnia będziemy mieć Empik. Otwiera się w budynku Tesco, dostępny będzie z zewnątrz, więc nawet do galerii wchodzić nie trzeba będzie. No, wreszcie Kabaty doczekały się Empiku. Owszem, mamy księgarnię, ale co tu dużo kryć, taki salonik prasowo książkowo muzyczno kartkowy zdecydowanie się przyda. I nie ukrywam, że będzie mi do niego bliżej. Szkoda tylko, że otwarcie dopiero w kwietniu, hmmm…może kłopot z ekipami, wszak większość budowlańców zasila teraz szeregi mieszkańców Wysp. No, ale to wczorajsze odkrycie naprawdę nas ucieszyło.
„Życie jest muzyką”. Reż. Fatih Akin.
Zabierzcie narodowi muzykę a zginie można by zaryzykować taką tezę po obejrzeniu filmu "Życie jest muzyką".
Zacznę od tego, że nie jest to film dla każdego. To film zdecydowanie dla osób, które z przyjemnością oglądały "Lisbon Story" albo "Buena Vista Social Club". Czyli dla wszystkich tych, którzy po filmie nie spodziewają się zmieniającej się co dwie sekundy akcji a także, po prostu dla tych, których muzyka jest ważna. Tak się składa, że wszystkie te filmy opowiadają o muzyce, która jednak zakorzeniona jest w muzyce folkowej, a przynajmniej ja tak uważam. Muzyce folkowej, która wpływ ma nawet na nowoczesne aranżacje. Po prostu, bez korzeni nas nie ma, i tyle. Dotyczy to właśnie również korzeni muzyki.
Bohaterem filmu jest niemiecki muzyk, który oprowadza nas po Stambule i okolicach, w poszukiwaniu muzyki. Był już w Stambule wcześniej, zachwyciło go to miasto, ów swoisty tętniący życiem tygiel wielonarodowościowy, kulturowy, gdzie nowoczesność miesza się z tradcyją, bieda staje oko w oko z bogactwem…Jak się okazuje, to miasto jest również bogate nie w dobra materialne a różnorodność muzyczną. Niemiecki artysta spotykał się z muzykami występującymi w Stambule, tworzącymi w Turcji i podczas swoich rozmów z nimi, starał się dowiedzieć jak najwięcej na temat ich twórczości, skąd czerpią natchnienie, czy wpływ na ich działalność ma ich kultura, kraj, z którego się wywodzą itd…
Powstał niezwykle ciekawy dokument, który ukazuje fakt, że sam oprowadzający nas nie do końca zgłębił owo miasto i jego muzyczną stronę, stwierdza, że ledwo udało mu się musnąć tegoż, ale jest w Stambule zakochany. Na pewno właśnie również dzięki muzyce tego miasta, w której, podobnie, jak w samym mieście, tradycja często łączy się z nowoczesnością.
Dla mnie interesujące było spojrzenie na miasto poprzez poznanie muzyczne. Dlatego tak zachwycały mnie filmy Wendersa, bo i on umiał muzyką zachwycić widza i spowodować, że chciało się natychmiast ruszyć w podróż czy to na Kubę czy do Lizbony…….W tym filmie odnosi się podobne wrażenie. Autorzy filmu powodują, że dzięki muzyce samo miasto nabiera zupełnie innych barw, wydaje się być bardziej magiczne i jeszcze bardziej interesujące…
Ciekawe są te rozmowy, wywiady z muzykami. Każdy z nich czy to w grupie czy solo, tworzy coś zupełnie innego a mimo to odnosi się wrażenie, że jednak w bardzo silny sposób wywodzą się oni ze wspólnego miejsca na mapie muzyki, ich własnej kultury i tradycji…
Podobał mi się i polecam, ale jak na samym początku zaznaczyłam, pewnie nie wszystkim, bo wiem, że są osoby, które się na tym filmie zwyczajnie wynudzić mogą.
