czasem więc…

ta nasza pisanina na coś się przydaje…po raz kolejny parę dni temu zaskoczenie zupełnie, ale miłe, od razu mówię. Kiedy pojawił się w skrzynce email, od nieznanej mi osoby, która czyta, nie zostawia komentarzy, ale jest obecna na moim blogu, i co najważniejsze, okazuje się, że coś tam , co człowiek pisze, jest dla tego kogoś po drugiej stronie ekranu ważne…za każdym razem robi takie coś na mnie wrażenie…że jest coś takiego, że druga strona odbiera to nasze pisanie w tak pozytywny sposób, że nawet email, który pisze, wydaje się jakby od nas samych do nas samych…przyjemne uczucie, nie powiem…

nie przestają zadziwiać mnie…

…Amerykanie. Każdy, kto trochę mnie zna wie, że nie jestem maniaczką owego państwa. Kraj fascynował mnie, jak miałam 10 lat, dostawałam w paczkach od ciotki lalki barbie i gumę balonówę i wydawało mi się, że coś na kształt raju umiejscowione jest w Ameryce, a potem mi przeszło. Owszem, wciąż uważam, że jest to kraj, który (swoim!) obywatelom daje masę możliwości rozwoju itd, ale nie, nie, miłośnikiem tegoż nie jestem.
Na mój niekoniecznie hurraoptymistyczny stosunek do Ameryki wpływa też fakt, że to im zerwał się ze smyczy satelita szpiegowski, który, jak wszystko pójdzie źle, może walnąć w Polskę tuż przed moimi Urodzinami, fakt, że w przyszłym roku do Stanów bez wiz pojedzie prawie cała Europa z wyjątkiem Polski wklejam link do artykułu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4933211.html

(ale tarczę antyrakietową, to by się u nas chciało wybudować, hehe), a już takie pomysły, jak ten, o którym będzie poniżej zastanawia mnie najbardziej. Do tej pory żyłam w przeświadczeniu, że największego hopla na punkcie bezpieczeństwa ma państwo Izrael, ale chyba nawet oni nie wpadli na taki cudaczny pomysł, jak ten, wklejam link do artykułu:
http://www.idg.pl/news/140438/W.USA.twoj.laptop.nie.jest.twoj..html

Jak to było w jednej z moich ulubionych książek we wczesnej młodości ,"szczęścia i zdrowia życzy kominiarz".