tu dużo kryć, sprzed parudziesięciu lat. Bardzo lubię fotografie. To będzie
długi wpis z gatunku "musiała z siebie wyrzucić", od razu lojalnie
uprzedzam;)…
Zauważyłam, że chyba bardziej sepię lub czarno-białą, ale nie
tylko. Krajobrazy bowiem jednak najpiękniej wychodzą na zdjęciach, kiedy są
ukazane kolory.
Jednak, kiedy chodzi o portretowe zdjęcia, sepia "robi"
klimat…
Mam kilka takich fotografii, które coś dla mnie znaczą, z tych, czy
innych przyczyn.
młodości. Uwielbiam je. Jest przesiąknięte niesamowitym nastrojem. Nie wiem,
czemu, ale zawsze, kiedy na nie patrzę, mam natychmiastowe skojarzenie z
dekadentyzmem…Na owej fotografii moja Mama została uchwycona podczas rozmowy z
kimś. Jest ona w centrum zdjęcia, ma fajne krótkie ciemne włosy, widać, że ze
starannie ułożoną fryzurą, koszulę w kratkę i na to blezer, siedzi przy okragłym
stole przykrytym obrusem w pasy, na stole znajduje się książka, (jest to
"Zielone piekło" Maufrais’a) obok książki popielniczka wypełniona niedopałkami,
w dodatku moja Mama właśnie gasi lewą dłonią w owej popielniczce papierosa…na
stole są jeszcze inne przedmioty, których nie umiem rozszyfrować. Na pewno
zapałki. Moja Mama siedzi przy stole w pozie dość niedbałej lekko od stołu
odsunięta, opiera prawą rękę o poręcz fotela, lewą, jak wspomniałam, gasi
papierosa (tak, to były czasy, kiedy wszyscy palili a o szkodliwości nałogu nikt
nie wspominał;). Jej twarz zwrócona jest w kierunku rozmówcy, a który znajduje
się po prawej stronie zdjęcia. Została uchwycona
podczas jakiejś burzliwej chyba dyskusji, o czym świadczy fakt, że widać, że do
tego kogoś spoza kadru się zwraca, a także jej spojrzenie, fantastyczne, nieco
gniewne nawet, które rzuca temu komuś a ciemna oprawa oczu tylko podkreśla jej
temperament. W tle widać regały zastawione książkami i płytami. Długi czas byłam
przekonana, że zdjęcie zostało zrobione w domu rodziców, jednak moja Mama
wyprowadziła mnie niedawno z błędu, okazuje się bowiem, że zostało zrobione u
znajomych rodziców…Tak naprawdę to po prostu zdjęcie, jakie ktoś zrobił
dwudziestoparolatce ileśdziesiąt lat temu, a ja tę fotografię bardzo lubię. Ma
ona dla mnie urok, i stoi sobie w ramce u mnie na półce.
zdjęcie, to z zupełnie innego klimatu. Chociaż również w sepii. Portretowe,
pozowane, widać , że u fotografa. To jest zdjęcie mojej Babci. Babci, która
nigdy tak naprawdę babcią okazji stać się nie miała, zmarła bowiem jako sporo
młodsza, niż ja teraz, dziewczyna…Na zdjęciu ma lat pewnie dwadzieścia. Jest
skromnie uczesana, włosy niedługie, spięte ma na karku, ubrana w białą schludną
bluzkę, zapiętą pod szyję. Jedyna widoczna na zdjęciu ozdoba, to złote kolczyki.
To zdjęcie, na którym widzę też moje podobieństwo do niej. Moja
Babciajest usadowiona do patrzących nieco bokiem, widzimy ją tylko do pasa, Jej
ciemna oprawa oczu podkreśla wesołe spojrzenie jakie kieruje w lewą stronę
fotografii, nie wiem, na fotografa, który prosi o uśmiech? Być może. Ma nieco
półotwarte usta w uśmiechu i , co widać, nieco krzywy ząb, dwójkę konkretnie,
prawą górną. Gdzie tu klimat, spytacie? Dla mnie jest. Bowiem ja, jej wnuczka,
mam dokładnie tak samo skrzywioną dwójkę. też górną i też po prawej stronie.
Kiedy pierwszy raz miałam w ręku to zdjęcie, wzięło mnie uczucie czułości. Do
tej nieznajomej mi przecież kompletnie kobiety, na zdjęciu dziewczyny przecież,
z którą wiążą mnie właśnie więzy krwi…Która będąc moją przodkinią, zostawiła
mi w spadku taki może fizyczny znak. Pytałam się kiedyś mojego dentysty, czy
jest możliwa taka dziedziczność w uzębieniu, potwierdził…i to zdjęcie stoi u
mnie na półce, obok mojej "dekadenckiej" Mamy…
Trzecia fotografia, to moja własna, już kolorowa. Jej
nie mam w domu, wisi na ścianie u mojej Mamy. To zdjęcie, które zrobiono mi
dobre 17 lat temu? Zrobił mi je wujek, podczas naszego wspólnego odprowadzania
na samolot kogoś bardzo mi bliskiego. Był to czerwiec chyba, i jakiś przedziwny,
bowiem mam na sobie czarny sweterek, więc chyba nieciepły. Ale wiem, że było to
raczej lato. Zdjęcie zostało zrobione, kiedy poszliśmy razem na taras widokowy
aby jeszcze w ten sposób zobaczyć osobę, którą odprowadzaliśmy. Podczas
pożegnania polały się łzy z obu stron…U mnie bardzo, co widać nieco na
zdjęciu, mam bowiem zaczerwienione oczy i trochę nos, co cechuje płaczka:) i
kogoś, kto wie, że z drogą jej osobą, która leci za Ocean, szybko się nie
zobaczy. Stoję przodem do wujka, moje włosy do ramion rozwiewa lotniskowy
wiatr, a tle pyszni się samolot z napisem LOT……Lubię to zdjęcie. Lubię je
dlatego, że widać na nim emocje, a także, że traktuję je jako w tamtym czasie
zapowiedź moich późniejszych wyjazdów. A przecież zdjęcie miało miejsce w
czasach, kiedy na samą myśl, że odwiedzę kraje, które odwiedziłam, zrobiłabym
wielkie oczy.
dobrnęli do końca wpisu, dziękuję za uwagę. Wiem, że to był taki wpis o niczym,
ale czasem człowiek musi…ja przynajmniej lubię sięgnąć do szufadek
wspomnień…
