Wsiąkłam w te kryminały Polakowej. Po części, z czego zdaję sobie na
szczęście sprawę, dlatego, że to Rosja nowa w tle. Ale również dlatego,
że mi pasują. Jak już wspominałam, podoba mi się główna bohaterka, Olga
Riazancewa. Ta w życiu ma i dobre i te gorsze chwile, nie jest aniołem,
ale wbrew pozorom nie jest diablicą. Ot, człowiek, który jakby nieco
miotał się po ścieżkach życia, jednocześnie rozwiązując skomplikowane
zagadki kryminalne.
Rzecz zaczyna się od chwili, kiedy przyjaciel Olgi prosi ją o pomoc.
Pewien biznesmen czuje się zagrożony. Wydaje mu się, że ktoś dybie na
jego życie. Oldze proponują więc stanowisko osobistego ochroniarza
owego biznesmena. Na co ona po chwili wahania przystaje na zasadzie, że
zgodzi się na chwilę, a kiedy udowodni, że powodów do obaw nie ma i
odejdzie.
W ramach swojej nowej pracy ma za zadanie ochraniać Piotra Safronowa
również podczas rejsu jego jachtem. I tu zaczynają się schody. Podczas
rejsu bowiem zostaje popełniona zbrodnia. Nie, nie na owym biznesmenie,
ale na jednej z pań biorących w nim udział. Potem będzie już tylko
gorzej.
I wtedy do akcji wkroczy Olga, która zrozumie, że być może obawy Piotra Safronowa nie były bezzasadne.
Tylko czy starczy jej samozaparcia i sił do odnalezienia zabójcy? Więcej Wam nie zdradzę;)
Jedna uwaga co do książki. To już trzecia po "Wszystko w czekoladzie" i
"Smaku lodowego pocałunku" książka Polakowej na naszym rynku. Chwała
wydawnictwu, że w przeciwieństwie do W.A.B, które to serię o Anastazji
autorstwa Marininy, wydaje po macoszemu, czyli w kolejności, jakiej się
zachce nie wiem, prowadzącemu serię? , tę serię owo inne wydawnictwo wydaje właśnie we
właściwej kolejności. Bowiem jednak pewne sytuacje wiążą się ze sobą
nierozerwalnie, chronologia zdecydowanie powinna zostać zachowana, i
tym, którzy chcą zapoznać się z kryminałami Polakowej, lekturę jej
książek polecam jednak zacząć od pierwszej, jaka się u nas ukazała, a
więc od "Wszystko w czekoladzie" właśnie.
Cóż, mnie się ten kryminał podobał i ja go polecam;)
jakoś …
ostatnio nie umiem pisać. Łatwiej mi operować obrazami. W dodatku, niestety, nie stworzonymi przez siebie.
Ale na dobry początek tygodnia, ulubiony film , przypomniany we wpisie poniżej przez Margę, a raczej nie sam film, co ciekawy trailer.
Mój ulubiony film. Zdetronizował "Zawieście Czerwone Latarnie".
