u mnie ostatnio…Odkąd mam wgrany ten film na mój Creative Zen, co jakiś czas do niego wracam. Oczywiście, nie cały oglądam za każdym razem, ale wybrane fragmenty. Motyw siły kobiet, ich "trzymania się" w każdej sytuacji najwyraźniej obecnie jest tym, co bardzo mnie intryguje, co jest mi zapewne potrzebne…Stąd te moje powroty do "Volvera". Do tego stopnia, że wczoraj w księgarni nabyłam sobie scenariusz do tegoż. Kolejna okazja do poznania filmu od jeszcze innej strony…uwaga samego Pedro na temat roli jego sióstr w jego życiu, też nie jest bez znaczenia…Cóż, kobiety potrafią inspirować, ale i niszczyć, to ot taka refleksja. Są siłą ale i gniewem. Są słodkie ale i niebezpieczne. Truizmy? Zapewne, ale niech pozostaną w tym wpisie, bowiem takie rozmaite myśli ostatnio po głowie mi się kłębią…
W ogóle, to wczoraj pobuszowałam po księgarni. Jako, że książka, którą czytam budzi we mnie jakieś mieszane uczucia, to kiedy znalazłam kolejną opowieść o rosyjskiej detektyw, Oldze Riazencewej, wiedziałam, że książka obecnie czytana będzie musiała znowu poczekać, a ja wzięłam się za "Ekskluzywnego macho", Tatiany Polakowej (rozsmakowałam się w tych ich kryminałach, w których główna bohaterka Olga niewiele ma wspólnego z byciem słodką idiotką, lubi sobie wypić, nie ma charaktery anioła, ale za to umysł, który pomaga jej dojść do sedna spraw, jakie rozwiązać jej przychodzi. No i te opisy Nowej Rosji w tle, mniam;)).
Oprócz tego wyszłam ze zbiorem opowiadań nieznanego mi japońskiego autora Yukio Mishimy, "Zimny płomień" i drugim kryminałem autorki, której nazwiska nie umiałabym napisać bez zerknięcia na książkę, a mianowicie "Weź moją duszę" Yrsy Sigurdardottir (spróbujcie powtórzyć jej nazwisko;).
Uwielbiam książki…Już kiedyś o tym wspominałam?:)
