prezenty gwiazdkowe…

…w użyciu. Wróciłam do "Blind Willow, sleeping woman" Murakamiego, zarzuconej przed Świętami. Wczoraj czytałam opowiadanie i zerkałam na "Niemoralną propozycję"…Matko! Albo ja się zestarzałam i zcyniczniałam na dobre, albo ten film jest tak śmiesznie kiepski…Oglądałam go raz i jak wczoraj leciał w TV stwierdziłam, że może go sobie przypomnę i moje oglądanie polegało na czytaniu opowiadania i dopowiadaniu bohaterom, co powinni albo nie zrobić. Głównie się wyśmiałam z niego…taki mi się wydał naiwny i z obrzydliwie namolnym smrodkiem dydaktycznym…
Napawam się za to innym swoim prezentem znalezionym pod choinką, a mianowicie wydaną na 4 płytkach "Wojną Domową". O rety, jak ja lubię ten serial…śmieję się wciąż i wciąż. Nic nie stracił, mimo upływu lat, a tylko współcześni rodzice mają więcej zmartwień. Gdzie tam rodzicom dzieciaków z lat 60-tych była w głowie obawa, że dzieciak wciągnie się w narkotyki?
Niebawem Sylwester. Dzień, który dopiero od niedawna przestał mnie stresować. A stresowało mnie dopytywanie się, "A gdzie na Sylwestra?" i na pytanie, że nigdzie, bo w domu, pytający robili albo wielkie oczy albo mieli zamiar niemal składać kondolencje. Grrrr…

Dopiero od niedawna się wyluzowałam i nawet bawi mnie, jak wielkim szokiem dla niektórych jest fakt, że można nie wyjść na bal, czy imprezę a spędzić wieczór w domu i dobrze się z tym czuć.
Trzy lata temu mieliśmy sympatycznego Sylwestra, tak zwanego znienackowego, czyli do godziny 18.00 pewni byliśmy, że nigdzie nie wychodzimy, kiedy znajomi z netu zmontowali posiadówkę w 5 osób u jednej z nich…
Tak się ten rok kiepawo kończy na rozmaitych frontach, że aż się cykam, co tam będzie z tym nowym…