„Kochanica Francuza”. John Fowles.

To druga książka Fowles’a, jaką czytałam. Wcześniej była to jego książka "Mag", która zrobiła na mnie wielkie wrażenie i jest jedną z tych książek, o których wiem, że będę do niej wracać. Cóż, nie jest tajemnicą, że również ze względu na wyspę grecką, na której dzieje się akcja książki.

Tym razem sięgnęłam po "Kochanicę Francuza", która mnie intrygowała swoim tytułem. Wiem, że bardzo dawno temu oglądałam film na podstawie tej książki ze wspaniałą rolą Meryl Streep i bardzo mi się podobał, jednak kompletnie go nie pamiętałam, więc i lektura była nowością.

I nie zawiodłam się na niej. Lubię książki, których autorzy w ten czy inny sposób "bawią się" z czytelnikiem, którzy książką prowadzą rodzaj gry z nami. Ta książka jest tego przykładem. Napisana jak najbardziej współcześnie stanowi niesamowitą grę na temat powieści wiktoriańskiej z całym jej słownictwem, ze wspaniałym odtworzeniem ówczesnej mentalności, zachowań ówczesnych ludzi, z przekrojem ówczesnego społeczeństwa z jego wadami, grzeszkami i zakłamaniem, oraz swoistą naiwnością. Jednak to wszystko, całość książki, niesamowicie pasuje do tego, co widzimy obecnie, ubrane jednak to wszystko w nieco bardziej nowoczesne szatki. Bo i zakłamanie podobne i swoisty handel, jaki dzień w dzień prowadzą ze sobą ludzie, kobiety i mężczyźni, aby uzyskać wymarzony, upragniony cel.

Sama historia przedstawiona w "Kochanicy Francuza" trąci banałem, (czyż jednak czasem życie nie rozbraja nas swoją banalnością właśnie??), albowiem mamy tu do czynienia z arystokratą, który zaręczył się niedawno z bogatą panną (a jednak, ma ona skazę, jest, ach, cóż za niefart, tylko córką kupca, bogatego, to fakt, ale jednak kupca!;). Ów arystokrata ma plany aby ustatkować się, w tym celu właśnie chce założyć rodzinę. Panna wydaje mu się dobrą towarzyszką, owszem , jest nieco dziecinna, wciąż przecież to dziecko prawie, może nieco głupiutka, ale jej posag wraz z tym, że dobrze spędza mu się z nią czas, obiecuje stabilizację i dostatnie życie. Czegóż chcieć więcej?
Karol, nasz bohater, udaje się z narzeczoną na wakacje, do jej ciotki, poza Londyn, i tam oto spotyka na swje drodze Tragedię, jak nazywają ją nie chcący plugawić swego języka ludzie, a dziwką bądź kochanicą Francuza, ci, którzy o język swój i jego plugawienie nie dbają.

I tak oto owa banalna historia zaczyna się rozwijać. Karol, początkowo niezainteresowany, odczuwa coraz większe zaciekawienie dotyczące osoby Kochanicy Francuza, wraz z tajemniczą historią jej towarzyszącą. Nie ma co ukrywać, nagle zaczyna go owa tajemnicza kobieta intrygować i oto Karol rusza maleńki kamyk, jaki stanie się początkiem lawiny, która zmiecie wszystko to, co do tej pory usiłował zbudować.

Podobało mi się, że Fowles bawi się z czytelnikiem, że daje alternatywne zakończenie książki, że stworzył tak smakowite postaci historii, tak przerysowane, że aż prawdziwe właśnie (bywa tak), że na równi traktował zarówno postaci główne jak i te w tle, a to lubię właśnie, bo stanowi o tym, na ile dana książka mnie interesuje.

Fowles tworzy książkę, która niby traktując o banalnej historii , ma nam za zadanie zakomunikować coś ważnego. Co? O tym dowiecie się w trakcie lektury lub tylko sięgając po nią i odczytując parę ostatnich zdań książki.

Podobała mi się i polecam!