i tak, wiem…

…że jestem ponad normę ckliwa wstawiając sobie jako dzwonek do telefonu tę piosenkę, którą lubię chyba najbardziej ze świątecznych pakietów obcojęzycznych (nasze , polskie kolędy są w osobnej kategorii, nie porównuję ich z anglosaskimi)…Ta piosenka przynosi ze sobą strasznie dużo dobrych wspomnień i emocji…do tego stopnia silnych, że mam łzy pod powiekami słysząc ją…


wyszukiwarki mają moc…

a tak w ogóle, to jesteśmy jedną wielką niewiadomą…
Mam czasem taki kaprys, że wrzucam sobie w google nazwiska osób z klasy. Nie , żebym chciała z nimi nawiązać zerwany kontakt, ale jestem ciekawa, czy znajdę ich w googlach i co robią.
I tak dowiaduję się, że M. pracuje w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej i działa w departamencie ds kobiet, rodziny i przeciwdziałaniu dyskryminacji , J. został tłumaczem i prawdopodobnie niebawem zamówię książkę przez niego właśnie tłumaczoną, a dziewczyna, nazwijmy ją M2, której eksperymenty ziołowo chemiczne nie były obce i ogólnie lubiła poszaleć,  jednak przebrnęła przez ASP , została plastykiem i teraz doradza, jak to rodzice i dzieci mają razem malować ściany w dziecięcych pokoikach;)
Dwójka pierwszych kompletnie mnie nie zaskoczyła. M. zapowiadała się na kogoś, kto właśnie w tego typu działalności się odnajdzie. J. również, tym bardziej, że został tłumaczem tego samego języka co matka (nie angielskiego;)…ale M2. zaskoczyła mnie totalnie…
Szkoda, że większość babek pozmieniało nazwiska po wyjściu za mąż, bo też ciekawi mnie, co tam się z nimi stało…

„Cena wody w Finistere”. Bodil Malmsten.

Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam! O , ta, w przeciwieństwie do "Białych Zębów". mogła by się w nieskończoność ciągnąć;) No, niestety, właśnie tak nie jest.

Jak Wiecie, lubię bardzo książki opowiadające o ludziach, którzy z tych, czy innych przyczyn, pewnego dnia decydują się nagle zmienić dotychczasowe miejsce zamieszkania i wynieść za granicę. Lubię więc i Prowansję Petera Mayle, i Toskanię Frances Mayes , no i teraz doszła Bretania Bodil Malmsten…

Książka napisana jakimś takim przyjemnym językiem, który mnie uspokoił, ukołysał…Bohaterka , w przeciwieństwie do Angielek z "Extra Virgin" Annie Hawes, nie opisuje ciągłych gaf i problemów, jakie napotykała ze strony mieszkańców, którzy wciąż niby to mimochodem dawali im do zrozumienia, że panie nie są stąd i nigdy nie będą. W miejscowości zostaje przyjęta bardzo serdecznie i ciepło. I , aż jej zazdroszczę, mimo, że kaleczy język okrutnie, nie zostaje z tego powodu ukamieniowana. Piszę, że zazdroszczę, bo miałam osobiście nieprzyjemność zostać owrzeszczana na francuskiej poczcie tylko dlatego, że nie dość świetnie posługiwałam się francuskim;)
Bretończycy najwyraźniej są milsi, a może to Bodil ma szczęście. Tak, czy siak, dnia pewnego doznaje tak wielkiego zawodu i czuje takie rozgoryczenie dotyczące jej rodzinnej Szwecji i jej systemu ubezpieczeń zdrowotnych chociażby , że postanawia wynieść się daleko, daleko. Wybór pada na Bretanię, na Finistere, czyli tam, gdzie kończy się ziemia Europy…

Kupuje tam dom z ogrodem, który stanowi ważną część jej życia w nowym miejscu. Nawiązuje nowe znajomości, z których jedne kończą się w sposób burzliwy, inne zaś pozostają z nadzieją na rozwinięcie się, jak z niejaką Madame C.

Książka jest spokojna, ma swój niespieszny rytm, który bardzo mi podpasował.
I tradycyjnie parę zdań, które wynotowałam z niej, a którymi chętnie podzielę się z Wami:

"Tak samo jak partner, każdemu pisane jest miejsce. Trzeba tylko znaleźć to swoje wśród miliardów cudzych, trzeba być uważnym, trzeba wybierać".

Przyznaję się, że tym mnie ujęła od samego początku i poczułam, że pewnie dogadałabym się z nią w wielu sprawach, na pewno spojrzeniu na to "swoje" miejsce, w którym zostaje część naszego serca, a wcale nie musi oznaczać kraj naszych urodzin…

I jeszcze:

"Brakowało tu tylko mnie, przyjechałam i teraz to wszystko jest moje".

Albo:

"Ubierać w słowa to, co się czuje, oznacza  czynić nienaturalnym to, co naturalne. Każdy, kto próbował napisać choćby kartkę pocztową, wie, że pisać znaczy pomniejszać to, co przeżyte, anulować to, co naturalne. To, co najprostsze."

I… "Pisać o swoim szczęściu to banał, szczęście pisze na biało".

Dla porządku dodam, że przytoczone fragmenty pochodzą z wydania Wydawnictwa Literackiego 2007.

Książka jest zdecydowanie wspaniała. Nie obiecuję, że każdemu się spodoba. Być może kogoś znudzi, chociażby brakiem tak zwanych nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nie wiem. Wiem, że do mnie dotarła do głębi i jest to na pewno taka książka, która wyląduje na półce w sypialni obok książek, do których wracam…
Cóż mogę dodać? Polecam…