zdawał się mieć…

jakąś większą ilość godzin, niż zwykle miniony weekend, bo sporo udało się w nim zmieścić. I sobotnie zakupy już świąteczne, naprawdę sporo udało nam się załatwić, mimo tak zwanego "dzikiego tłumu", i niedzielny dłuuugi spacer do lasu wraz z miłą pogawędką o przyrodzie w brzeziniaku ze spotkaną tam panią, i dokończyłam "Czytając Lolitę…" i posialiśmy palmę z nasion. Jak wzejdzie? i czy? zobaczymy…ta z daktyli, którą posiałam po Monachium, zaczęła przebijać coś, co wygląda , jak długie ziarno trawy…
Odbyliśmy też maraton filmowy, obejrzawszy z cyklu horrory świata "Akację" ("brawo" dla plakacisty czy projektanta okładki, może zakończenie filmu należało od razu również zdradzić w streszczeniu z tyłu okładki), i "Piratów z Karaibów. Na krańcu świata" (nie podobał nam się, nuuuda, panie) i , to już znacznie bardziej nam się podobało, "Harry Potter i Zakon Feniksa". Tak, lubię cykl o Harrym Potterze, zarówno w książkach, jak i jego ekranizacje, które według mnie, są ciekawe i przyjemnie dla oka zrobione.
W rezultacie weekend zaliczam do udanych. Mam nadzieję, że i Wasz był przyjemny…