„Czytając Lolitę w Teheranie”. Azar Nafisi.

Słyszałam o tej książce czas jakiś i wreszcie sama po nią sięgnęłam. Po części dlatego, że interesują mnie książki, w których opisana jest sytuacja w krajach dotkniętych reżimem. Po części dlatego, że lubię książki, w których dla bohaterów to książki właśnie stanowią może nie sens życia, ale na pewno wazną jego część.

"Czytając Lolitę w Teheranie" to wspomnienia nauczycielki akademickiej, która powraca do Iranu, aby tam zacząć wykłady na uczelni. W międzyczasie powoli narastają zmiany polityczne aż następuje przewrót i oto nasza bohaterka staje oko w oko z tym, co dzieje się w kraju dotkniętym reżimem właśnie.
Oprócz tak dotkliwych zmian, jakim jest nakaz odpowiedniego ubioru łącznie z zakrywaniem głów, czy nowych zasad egzystowania społecznego (kobieta nie może pokazać się na mieście z mężczyzną, który nie będzie jej mężem lub ojcem), Azar dotyka jednak coś jeszcze. To fakt, jak bardzo na niekorzyść zmienia się sytuacja w placówkach nauczania, w jej przypadku akademickim ośrodku.

Jak bardzo książki stać mogą się nawet niebezpieczne dla czytających tylko dlatego, że ktoś na górze wymyśla sobie listę właściwych lektur, które chce narzucić innym.

Jak bardzo zaślepienie religijne jest w stanie wypaczać, przekręcać rzeczywistość, naginać ją dla "jedynie słusznych idei".

Bohaterka książki w pewnej chwili decyduje się na odejście z uczelni i na spotkania co czwartek z kilkoma wybranymi uczennicami, które uczęszczały dawniej na jej wykłady na temat literatury.
Studentki stanowią ciekawy przekrój społeczny, ale mimo wielkich czasami różnic społecznych, materialnych czy nawet wyznaniowych, okazuje się, że są w stanie odnaleźć się we wspólnym świecie, mianowicie świecie literatury …w którym przedstawione jest przecież nasze życie…

Nafisi w rezultacie decyduje się na wyjazd z Iranu. Wykłada obecnie na jednej z uczelni Stanów Zjednoczonych. Mimo to widać jak w rezultacie głęboko siedzi w niej cały czas i ojczyzna, którą musiała opuścić, i studentki, które przychodząc, często wbrew woli najbliższych, na jej spotkania, tajne komplety, jak byśmy mogli je nazwać, nadawały jej życiu kolorytu…

Czytając książkę odczuwałam pewien rodzaj wewnętrznego buntu. Dobrze Wiecie, jak ważne są dla mnie książki i możliwość doboru lektury. Nie mogę sobie wyobrazić, że w imię religijnego fanatyzmu miałabym zrezygnować z tej czy innej lektury czy filmu. To ja decyduję, na ile dana książka obraża moje uczucia religijne. To ja mogę w danym momencie książkę zwyczajnie odłożyć, przestać ją czytać. Ale to ja o tym decyduję!
Fanatyzm niesie ze sobą przekonanie o odmóżdżeniu jednostki, której trzeba samemu podać listę tego, co wolno czytać, co wolno oglądać, wreszcie-w co wolno wierzyć…….

Przerażające, kiedy w ten , czy inny sposób poddajemy się temu…

Bohaterki książki, nauczycielka i jej studentki, starały się nie poddać i za to należą im się gratulacje. Nie chciały bowiem dać sobie zniszczyć swego świata całkowicie, sięgając po literaturę…

Polecam książkę, która jest interesująca nie tylko dla wielbicieli książek.