w TV , na Jedynce. O dzieciach z Korei Północnej, które w latach 50-tych przyjechały do Polski, z kraju ogarnietego bratobójczą wojną. Niesamowicie ciekawy dokument. Po pierwsze, przyznam się, że nie miałam pojęcia, że taka sytuacja miała miejsce, po drugie, ciekawe były wspomnienia ówczesnych ich nauczycieli czy lekarzy, teraz wreszcie mogących opowiedzieć bez cenzury jak to wyglądało. Sporo nauczycieli polubiło te koreańskie dzieci i po ich wyjeździe po ośmiu latach przez pewien czas nawet pisali z nimi listy. Potem nagle listy przestały przychodzić. Jak to podsumował mój P., który ze mną oglądał ten dokument, pewnie ktoś wreszcie przetłumaczył ówczesnej władzy, o czym właściwie po polsku te dzieci piszą do swoich polskich wychowawców. Na sam koniec dokumentu pokazywali jednego z ówczesnych wychowanków, który odwiedził tę miejscowość, szkołę i miejscowy cmentarz, na którym spoczywały prochy jednej z dziewczynek, która wtedy zmarła na białaczkę.
Ciekawi mnie teraz, ileż to jeszcze takich spraw, o których wtedy chyba aż tak się nie opowiadało, mimo, że kroniki filmowe o tym się kręciło, w historii PRL’u miało miejsce, o czym jeszcze się dowiemy…
emigracja…
W mojej Jedynce akurat dzisiaj dyskusja o emigracji…I od razu zastanawiam się, jak to jest, że faktycznie dla niektórych to nie jest żaden problem. Ot, nowa, lepsza praca, nowe, lepsze życie , więc można je zmienić…A mnie na samą myśl rośnie jednak gula w gardle. I to ja, która przeszło 7 lat temu miałam informacje i papierki z pewnej ambasady…może te 7 lat temu byłam bardziej elastyczna? a może człowiek faktycznie zapuszcza korzenie…a może ja po prostu nie jestem teraz taka hurra do przodu i otwarta na takie zmiany…….nie wiem. Znajomi powyjeżdżali, nie wszyscy, oczywiście, ale sporo i układa im się świetnie. Niektórzy, którzy tu w Polsce żyli sobie z wielką pomocą rodziców, teraz nagle zmienili się w prężnych i świetnych (czy tu naprawdę się nie dało? widać tak, tam jest najwyraźniej naprawdę więcej perspektyw)…A my tu jakoś tkwimy. Patriotyzm? Głupota?
