…w metrze naszły mnie takie refleksje. Być może spowodowane to było faktem, że czekam na P., który ma przylecieć wieczorem. No i zastanawiałam się, jak to jest, że po 11 września nie boi się człowiek tylko o maszynę i błąd (ODPUKAĆ) człowieka, a o to, czy nie wsiądzie na pokład jakiś idiota, któremu wyda się, że ma do przekazania światu swoją idiotyczną misję…I tak sobie jechałam i stwierdziłam, że równie dobrze on może martwić się o mnie, bo metro, do niedawna taki fajny środek lokomocji, stał sie również potencjalnym miejscem, w które terroryści uderzyć mogą i fakt, że nie stało się to dotąd w Polsce nie znaczy, że nie musi nigdy;/
I może te myśli spowodowane były tym, co wydarzyło się wczoraj w Wirginii, na Uniwerytecie. Zastanawiam się, jak silnie straszne rzeczy dzieją się komuś w mózgu, że jest w stanie wziąć karabin, czy co on tam miał, walizę chyba amunicji i ruszyć, żeby zabijać. Po prostu.
Dziwny ten świat zawsze był, wiem, że zawsze człowiek człowiekowi wrogiem był największym, ale nie wiem, jak to jest, że z biegiem lat coraz mniej umiem to wszystko ogarnąć i zrozumieć………..
