„Dzikie Łabędzie: Trzy Córy Chin”, Jung Chang.

Zaczęłam ją jakiś czas temu, bo książka potężna, saga w końcu! Przerwałam na czas czytania "Zapalniczki", ale po lekturze Chmielewskiej dokończyłam.

Książka okazała się być bardzo dobrą. U mnie na półce przeleżała się czas jakiś. Kiedyś zaczęłam ją czytać, ale wtedy jakoś na niej utkwiłam, a niedawno stwierdziłam, że dam jej szansę i nie żałuję.

Książka opowiada o losie 3 chińskich kobiet, babki, matki i córki, która jest narratorką owej sagi rodzinnej. Kolejna rzecz po "Volverze", która opowiada o sile kobiet, o ich mocy. Choć mężczyźni tam występują oczywiście, to właśnie siła kobiet jest mocno zaakcentowana, ich moc i umiejętność odnajdowania się w prawie każdej , nawet najbardziej ekstremalnej sytuacji. Akcja książki dzieje się na przestrzeni osiemdziesięciu lat, zaczyna w początkach ubiegłego, XX wieku, by zakończyć się w latach 90-tych tegoż.

Przyznam się, że mnie osobiście najbardziej zainteresował opis czasów Rewolucji Kulturalnej w Chinach. Jest to okres, który bardzo mnie w historii Chin interesuje. Jak dotąd czytałam o nim w beletrystyce Anchee Min (którą nawiasem mówiąc bardzo polecam również).

Autorka opisała koszmar życia w tamtym czasie bardzo realnie , wiadomo, najprawdziwiej opisuje się wydarzenia, w których brało się udział…Opisała, jak jej rodzice, działacze partyjni, którzy stali się nimi z prawdziwej wiary, że komunizm może coś zmienić w powojennych Chinach, w okresie Rewolucji Kulturalnej zostali represjonowani, zdegradowani i wysłani do obozów pracy. Niby człowiek wie, że taki czas w historii Chin miał miejsce, niby wie, a dopiero taka lektura otwiera mu na to szerzej oczy…Nie chce się wierzyć, że ludziom urządzano aż takie pranie mózgu…i że ludzie się temu poddawali. A jednak, było tak przecież. Niektóre opisy w książce okrutnie brutalne, ale dają świadectwo tego, co wtedy działo się w Chinach. Zabroniono cieszyć się dotychczasowym życiem, usunięto prawie całą kulturę Chin a rozpoczęto upodlanie narodu , zabraniano każdej radości , pozostał im jedynie kult dyktatora Mao i terror, nawet ze strony najbliższych.

W tym wszystkim Chang daje przepiękne świadectwo rodzinnej miłości, tej siły, która daje moc do przetrwania wszystkich okrucieństw, jakie ludzie są w stanie zgotować samym sobie…I daje świadectwo, że ta miłość pomaga przetrwać najgorsze…Chociaż nie zawsze uchroni człowieka przed światem, pozwala jednak wierzyć, że każdy koszmar się kiedyś skończy.

Książka podobała mi się i mogę ją śmiało polecić zainteresowanym historią współczesnych Chin.