Film, który przed Świętami został dodany do "Przekroju?" zdaje się. Piszę "zdaje się" , bo szczerze mówiąc, nie pamiętam, a film kupił, rozradowany, że się nie zorientowałam i sam na to wpadł P.;) Pamięta moje "afrykańskie" akcenty w końcówce zeszłego roku. Po "Wiernym Ogrodniku", jak pamiętacie może, tak mnie naszło.
"Nigdzie w Afryce" bardzo nam się spodobał. To na pewno dość specyficzny film, nie ma wartkiej, szybko zmieniającej się akcji. Opowiada o rodzinie niemieckich Żydów, którzy w przededniu Drugiej Wojny Światowej emigrują do Afryki, a konkretnie do Kenii. Ich pięcioletnia córka Regina szybko aklimatyzuje się w Afryce, w przeciwieństwie do swojej matki, która z biegiem lat jednak również pokocha to miejsce, o którym mawiają, że albo się je kocha albo nienawidzi. Afrykę, rzecz jasna mam na myśli.
Nam się ten film bardzo spodobał. Jest w nim trochę widoków z Kenii, a jeszcze więcej niuansów ludzkich emocji, związkó między nimi, ich relacji, które bywają niełatwe…Oglądając go, nie sposób było nie zastanawiać się nad kondycją niektórych związków małżeńskich i przyczynach ich powstania w ogóle…Przyznam się, że chyba zabijałaby mnie wewnętrznie świadomość, że tkwię w czymś tak dziwnym, niepewnym, jakimś pogmatwanym.
Nie powiem, że jest to film dla każdego, ale poszukującym czegoś więcej, niż sama akcja, niż piękne widoki, chcącym z filmu wynieść coś więcej, niż stwierdzenie "podobał mi się", mogę go śmiało polecić.
