zimno!

A już myślałam, że jednak będą ciepłe , wiosenne Święta. A tu zimno i podobno ma padać. Ja nie chcę. W drugi dzień mamy zamiar odbyć przyjemny spacer.
Ze Święconką poszliśmy dość późno, ale było całkiem sporo osób. Spotkaliśmy pana, którego poznajemy z Mszy, na którą chodzimy. W zeszłym roku też jakoś się złożyło, że był z rodziną na święceniu pokarmów w tym samym czasie, co i my. Ma specyficzną sytuację rodzinną, chorego syna. Na święcenie przybywają wszyscy razem i widać, że są bardzo, bardzo szczęśliwą rodziną. Krzepi.
Potem poszliśmy na spacer, a raczej truchtaliśmy, żeby się rozgrzać. Autentycznie pożałowałam, że nie mam na łapach rękawiczek, jak zawiało, to…!
Widzieliśmy fantastycznego psiaka. Wypatrując zajęcy przy stacji metra zauważyliśmy, że ktoś nas podsłuchuje. Jednak ktoś, kto jest bardzo niski. Był to psiak, trochę z wyglądu podobny do beagle’a, ale to był kundel. Dygał w paszczy wielki patyk, który go prawie przeważał. Pochwaliłam wybór i powiedziałam, że ma fajny patyk, spojrzał na mnie wzrokiem kotka ze Shreka , wiecie, co mam na myśli;) i podygał patyk dalej, za swoim państwem. Zwierzaki są super.

Teraz wstawiam ciasto do piekarnika i chyba coś przekąszę, bo zrobiłam się głodna;)