Helena ma 30 lat i mieszka w Wiedniu. Ma też dwie córki, które wychowuje sama, bo mąż dłuższy czas temu zostawił ją dla młodszej i zapewne z jakichś przyczyn dla niego atrakcyjniejszej sekretarki. Helena musi dawać sobie radę sama. I stara się, jak może. Co nie jest łatwe w jej sytuacji, z jej wykształceniem i przy jej sytuacji materialnej, w dodatku przy pracy, która rewelacyjnie płatna nie jest. W dodatku Helena jest ze swoimi problemami całkowicie sama. W trakcie czytania dowiadujemy się, jak "różowo" wiodło się jej w rodzinnym domu. I jak bardzo pewne problemy przenosi się ze sobą w związki. Helenę też to w pewnym momencie zastanowi. Helena ma przyjaciółkę, ale to raczej nie przyjaźń, to jednostronne wykorzystywanie Heleny przez ową "przyjaciółkę". Jak sama Helena kiedyś to określi , "Ja jestem tylko tą, do której się dzwoni, kiedy znów jest katastrofa".
Mimo wszystko Helena daje sobie prawo do własnego szczęścia. A przynajmniej usilnie próbuje je sobie dać. Wikła się w różne sytuacje damsko-męskie i na niektóre z oczywistych wręcz prawd usiłuje mocno zamykać oczy, żeby przypadkiem zbyt wyraźnie nie zobaczyć.
Mimo wszystko na końcu książki Helena zaczyna rosnąć w siłę i wreszcie chyba stanie na nogi. I mocno jej w tym kibicuję! Żeby udało jej się stanąć na nogach mocno i pewnie, bez oglądania się na nikogo.
"Uwiedzenia" to mój chyba pierwszy kontakt z współczesną prozą austriacką. Ten kontakt zdecydowanie mi się spodobał (nie tylko przez sporą obecność Wiednia w książce, ale miło było odczytać znajome miejsca). Język książki jest specyficzny, zdania są urwane, często poszatkowane, ale o dziwo, współgra to świetnie z tym, co odczuwa bohaterka i czyni jeszcze bardziej wiarygodnym jej przeżycia, odczucia. Duży plus dla tłumaczki!
Podczas czytania tej książki naszły mnie jeszcze inne refleksje. Już po raz drugi, w dodatku w dość krótkim czasie, miałam wrażenie, że czytam coś, co znam z czyjegoś bloga. Nie, nie chcę powiedzieć, że to jakieś rodzaje plagiatów…raczej odwrotnie, to, co czytałam poprzez to, że podobny "klimat" wyczytuję gdzieś indziej, nabrało nowego znaczenia. Helena przestała być dla mnie tylko "papierową" bohaterką, a stała się kobietą z krwi i kości. Być może istniejącą gdzieś bardzo blisko mnie.Niesamowite to odczytywanie podobnych klimatów, odcieni…!
Polecam!
