Nie próbuj deszczem gasić Słońca, bo porywasz się na niemożliwe.
No, odkrywcze to to nie jest, ale bardzo prawdziwe…
Nie próbuj deszczem gasić Słońca, bo porywasz się na niemożliwe.
No, odkrywcze to to nie jest, ale bardzo prawdziwe…
doszedł coroczny mieszany nastrój, jaki mam przed stuknięciem kolejnego roku…myślę, że to jakiś syndrom. Są ludzie, co chorują na reisefieber, ja mam najwyraźniej geburtstagfieber…już przywykłam, że co roku mnie trzepie przynajmniej jakiś tydzień wcześniej…za dużo refleksji, myśli, podsumowań, które nie wychodzą na dobre, uczucia stagnacji, które wewnętrznie mnie zabija…"fantastycznie". Plus ciągle irytacja ostatnimi wiadomościami , plus irytacja na wiele innych rzeczy, niemożność osiągnięcia tak zwanego spokoju…mam być tą cholerną spokojną taflą jeziora, ale mi cholernie nie wychodzi…
Złość przechodzi powoli w smutek. Pojawiają się łzy znienacka. Zwalam to na karb wielu spraw, ale może powinnam wprost nazwać rzeczy po imieniu, że nie radzę sobie z pewnymi emocjami na pewne tematy…
Kupię sobie chyba złotą rybkę i będę do niej ględzić, bo nie chcę już zamęczać P. albo Mamy…zwyczajnie wiem, że to może być męczące…
Wpis Tani w mojej notce o "Księżniczce i Wojowniku", ten ostatni, natchnął mnie do tego wpisu. Pomyślałam sobie, że nazwała fantastycznie to, co ja odczuwam za każdym razem, kiedy go oglądam (a jak Wiecie, to mój teraz ulubiony film , obejrzany niezliczoną już ilość razy). Za co go lubię? Za ten optymizm, jaki z niego bije. Za to, że może nie aż tak klimatycznie dziwny, jak to Tani określiła, ale film jest pełen dziwnych ludzi. To taka galeria postaci niezwykłych, których być może nigdy nie spotkamy a być może znamy całkiem blisko. Lubię "Amelię" za to, że nieustannie przypomina mi, że warto otworzyć się na innych, nawet jeśli na samym początku wydadzą nam się dziwakami…Być może żyjącymi zupełnie inaczej, niż my. Lubię "Amelię" za to, jak Amelia wymyśla w nim sposoby na poprawienie ludziom życia, jak umie znaleźć ten bolesny punkt w życiu każdego z nas i położyć na nim plaster…
Podoba mi się, że w "Amelii" bohaterka znajduje przyjaźń (z niewychodzącym nigdy z domu malarzem), że również znajdzie kogoś, kto choć trochę przypomina ją i tak, cieszę się, że znajduje miłość;) Bo dziwnym trafem , jej życie nie będąc owym poszukiwaniom podporządkowane, jednak kończy się happy endem (który, nie ukrywajmy, że kusi i nęci;).
Kiedyś już to pisałam na forum, ale powtórzę się, chciałabym mieć taką przyjaciółkę, jak Amelia……..
Czyli mniam lektura! Wspaniała. Można się nią smakować. O podróżach autora przez pryzmat lektury, którą otrzymał przed pierwsza swą zagraniczną podróżą, do Indii. A były to "Dzieła" Herodota właśnie. I właśnie ów Herodot wydaje się najwierniejszym towarzyszem podróży owego reportera pisarza…Jakie podobieństwa do współczesności umie znaleźć Kapuściński w owym starożytnym dziele. Jak bardzo współcześnie brzmią refleksje Herodota na tle tego, co przeżywał sam Kapuściński. Który wydaje mi się takim właśnie Herodotem bis, który umiał zachwycić się ludźmi i światem, jaki poznawał podczas swoich rozlicznych podróży.
To książka, o której nie umiem wiele napisać, za to wynotowałam sobie kilka myśli. Nie wszystkie tu zacytuję, oczywiście, ale chociaż parę.
"I że trzeba je poznać, bo te inne światy, inne kultury to są zwierciadła, w których przeglądamy się my i nasza kultura. Dzięki którym lepiej rozumiemy samych siebie, jako że nie możemy określić swojej tożsamości, dopóki nie skonfrontujemy jej z innymi".
i
"Człowiek, który przestaje się dziwić, jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, ze wszystko już było i nic nie może go zadziwić, umarło to, co najpiękniejsze-uroda życia".
i na koniec, może trochę truizm ale bardzo mi się spodobał:
"Podróż jako wysiłek i dociekanie, jako próba poznania wszystkiego-życia, świata i siebie".
Recenzje, Fakty i wiele innych...
nie tylko o książkach
Czytelnicze okno z widokiem na morze
Życie w Irlandii, Podróże po Irlandii i Europie, Tarot
Książki, kawa, święty spokój