…książek nie lubią. 🙂 Pewnie, bo co taka książka? Tylko zmądrzeć od czytania można. (No, zależy, co się czyta). Dzisiaj dostałam książkę wysłaną wczoraj przez Judyttę. Pomijam fakt, że chyba pierwszy raz udało mi się otrzymać od kogoś priorytet w czasie wyznaczonym przez PP (chociaż nie pamiętam, czy zakładka od Stregi nie doszła też na czas? dumam…). Książka włożona była przez Judyttę do szarej koperty. Do mnie doszła, owszem, w kopercie, ale i w folii ze stosownym napisem, że "przesyłka dotarła w stanie naruszonym" i takie tam blablabla. Zrozumiałabym, gdyby koperta była naddarta, czasem tak się zdarza, gdy porusza się przy noszeniu na przykład czasopismo , które prenumerujemy, jego róg potrafi naderwać kopertę. Tu jednak koperta była ewidentnie i równiutko przecięta (cud, że książka w ogóle z niej nie wyleciała:) jeszcze jeden dowód na to, jaki to przypadek.;). Na szczęście widać osoba, która zajrzała, stwierdziła, że tego się nie da opchnąć na Allegro albo, że "eee, nie Wiśniewski, to nuda" i…książkę dzięki temu dostałam. Ufff…A książka, która się nie spodobała komuś tam , i dobrze,to "Rebeliantka o zmarzniętych stopach" Johanny Nilsson. Judytto, dziękuję za pamięć i pomyślenie o mnie;)
8 marca…
…czyli Dzień Kobiet. Hmm, za czasów mego dzieciństwa pamiętam, że hucznie obchodzony. Potem trochę skryty w cieniu Walentynek. Ja nie widzę specjalnego sensu, jako, że wiecie, że nie przepadam za wszelkimi Świętami, jak to nazywam "obligatoryjnymi", ale…jak zawsze wiele refleksji mi do głowy z tej okazji przyszło. Święto kobiet, tej części populacji świata, która pada wielokrotnie częściej ofiarą przemocy czy to w rodzinie (właśnie Jedynka Radiowa dzisiaj na ten temat audycję prowadzi), czy przestępstw ogólnie (przemoc, gwałty, porwania do domów publicznych itd).
Nie jest łatwo być kobietą. Chyba nigdy nie było. Jesteśmy na z góry trudniejszej pozycji. I dlatego wspierajmy się baby, nie dokuczajmy sobie wzajemnie, nie podkładajmy sobie świń…Nie mówię tu o haśle, którego nie cierpię, "solidarność jajników", ale o zwyczajnej życzliwości.
Kobiety, bądźcie szczęśliwe i piękne na wiosnę i uwielbiane przez swoich bliskich (wcale nie tylko partnerów). Czujmy się bezpieczne i szczęśliwe, tego nam wszystkim życzę…
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
a to dokładam, dostałam dziś na gadzie od koleżanki i spodobało mi się;)
Z okazji DNIA KOBIET najlepsze życzenia:
Zdrowia…pieniędzy… i powodzenia…
Lubię Was wszystkie: i WIEDŹMY i JĘDZE
No i NIEWIASTY ( bo te to są wszędzie)…
Ale nie pora dzisiaj na morały…
Zawiążmy związek – NA WIEKI WYTRWAŁY…
Trzymajmy się razem – tak będzie wygodnie….
Niech chłopom na nasz widok opadają spodnie…
Niech im się w porach to i owo wznosi…
Nośmy głowy w górze; niech to ON poprosi,
Niech nam się spełnią najskrytsze marzenia…
Niech akcje podskoczą nie do pomyślenia…
Niech na nasz widok drży męska połowa…
Niech od oglądania się za nami boli chłopów głowa…
Niech nam Pan Dyrektor da podwyżki duże…
Niech każda z Was dzisiaj dostanie róże…
Tego Wam życzy…Na chłopów nie liczy…
Wasza koleżanka… (co ma też punkt słaby)
TRZYMAJCIE SIĘ BABY !
zabawne…
Wczoraj zaczęłam czytać nową książkę, tym razem Japończyka Kobo Abe, "Kobieta z wydm"…na skrzydełkach okładki są informacje o autorze i chętnie zerknęłam, bo staram się czytać takie info. Patrzę, a on urodził się…7 marca, z tym, że 1924 roku…Zabawny zbieg okoliczności;) mam sentyment do ludzi spod mojego Znaku Zodiaku, a już do "bliźniaków" zodiakalnych w szczególności…
temat ciąży wokół mnie krąży…
…hehe, nic z tych rzeczy, żadnych nowin Wam nie mam do zakomunikowania (jak może niektórzy pomyśleli). Ale temat ciąży krąży. Krąży dość zaawansowanie, bo w ostatnim tygodniu dwa razy się przewinął. Najpierw dowiedziałam się o ciąży dziecka niemal, bo 19latki, dumny papa w tym roku maturzysta, widać, że egzamin dojrzałości kawalerskiej (skąd to powiedzenie, to dłuższa historia i tu jej nie będę przytaczać) zdał…teraz dziecięciem prawdopodobnie będą zajmować się w większości dziadkowie, bo i jak,jak mamusia zaczęła studia dopiero a tatuś nawet nie. Dziś z kolei przy okazji życzeń Urodzinowych, zadzwoniła do mnie starsza od owej niemyślącej, jak szła się bzykać, panna, bo ponad 30 letnia, która chyba jednak odczuła te same, jak owa nastolacia porywy namiętności, bo …na szczęście ma kasę i poleciała do ginki po emergency.
I tak sobie myślę, że różnią się one jedynie tym, że ta starsza miała kasę, żeby szybko do gin się umówić i zażyć środek. A bezmyślne dalej tak samo podobnie:) Jestem wredna? Jestem. Nigdy nie mówiłam, że nie;)
proszę pięknie się wpisywać i karteczek nie wyrywać…
…czyli tu jest miejsce na Wasze życzenia dla Chiary, która obchodzi dziś Urodziny…życzcie mi zdrowia, bo tego chcę najbardziej, całą resztę, jak mawia nasz znajomy, można kupić albo ukraść;)
człowiek enigma…
zostałam wczoraj zaskoczona nieco przez pewną osobę, która , przy rozmowie, stwierdziła, że "ty wiesz o mnie wiele, a ja o tobie prawie nic"…Hmmm, to już druga osoba, która w dość krótkim czasie zarzuciła mi coś takiego…zastanawia mnie to wielce…Po pierwsze, zdziwiło mnie to o tyle, że nigdy , przenigdy nie podpisywałam z nikim nic w rodzaju paktu wierności zwierzenie za zwierzenie, po drugie, już bardziej serio mówiąc, nie wyciągam od ludzi zwierzeń…zakładam, że jeśli mi coś o sobie mówią, cokolwiek by to było, czegokolwiek nie dotyczyło, to jest to przez nich przemyślane…że wiedzą, że nie puszczę tych informacji w obieg (poza tym, teoretycznie, jakby to miało wyglądać, stanę sobie na rynku, jak za starożytnych czasów na Agorze i z kartki zacznę wykrzykiwać po imionach, czy nickach?, co tam o kim wiem??)…zakładam, że ktoś tam coś mi mówiąc, przemyślał to, że akurat mnie o tym mówi…nie, pani Zosi w warzywniaku a mnie akurat…te zwierzenia nie zawsze są łatwe, a ja, dodatkowo, jako cholernie silna empatka, mam z nim często problem…bo wiele biorę na siebie, ich emocje, ich zmartwienia, potrafią mnie przytłoczyć…
No więc zakładam sobie, że ktoś mówiąc mi coś nie oczekuje rewanżu, w postaci opowiedzianych problemów, a chce zwyczajnie zostać wysłuchany, co też oferuję ze swej strony…
A o sobie mówić nie lubię. Nic na to nie poradzę. Raz, że nie ma o czym, bo nuda, panie dzieju, dwa, że nie lubię, taki charakter, że sama z siebie niewiele powiem, taka jest Chiara, "reserved", jak nazwaliby Anglicy. Taki charakter. Nie zła wola. Po prostu taka jestem. Nie umiem opowiadać o kłopotach, nie lubię, zwalam je na naprawdę najbliższe osoby,a czasem i moja najlepsza przyjaciółka nie wie, co w danej chwili siedzi mi w głowie…Ten typ tak ma.
Tak więc, na przyszłość, gdyby ktoś z Was chciał mi się zwierzyć, coś powiedzieć, niech nie oczekuje, że w zamian wyciągnę swoje opowieści, zwierzenia, problemy…po pierwsze, na to trzeba czasu, po drugie, nie każdemu i tak chcę coś powiedzieć…
Cóż, są różne typy, ja jestem taka właśnie……..
takie tam…wspominki…
w TV leci reklama, Mc Donalds, która przypomina, że w Polsce są od 15 lat. Dobrze pamiętam te ich początki. Aczkolwiek nie jadam już u nich, to nie będę owijać w bawełnę i przyznam się, że pierwsze wizyty to było przeżycie.Pierwszego hamburgera zjadłam, dobrze pamiętam, przy Świętokrzyskiej, w towarzystwie brata ciotecznego, który mnie na niego zaprosił. Ale to było przeżycie. Potem fascynacja shakeami, po jednym się pochorowałam (prawdopodobnie jednak winne okazały się grzybki w occie, które sobie potem beztrosko w domu zafundowałam;), potem zaś spotykałam się tam na kawie, czy przekąsce ze znajomymi. Tak, tak, niewiele ciągle było miejsc, gdzie można było pójść, to szło się tam, w dodatku ceny mieli w miarę, a to się liczyło, więc…
Pamiętam też pierwszą przejażdżkę pierwszym odcinkiem metra…i to, jak wysiedliśmy na stacji Kabaty, wyszliśmy a tam…wygwizdów panie i panowie…nic, w tle jakieś domy ale poza tym,to pole. Gdzieżby mi wtedy do głowy przyszło, że w przyszłości tu właśnie, na owym wygwizdowie będę mieszkać? Że nie wspomnę, że zero z wygwizdowa zostało, każdy kawałek Kabat zabudowany na maksa…
Heh, tak mnie na wspomnienia wzięło….
W dodatku boli mnie głowa. Proch nie pomógł. To chyba migrena, albo ciśnienie albo nie wiem, może stres ze mnie wczorajszy złazi?…
„Cudowne lata pod psem”, Michal Viewegh.
Dziś skończyłam tę książkę! Super. Czeska proza jest mi jakoś obca (podejrzewam, że to spory błąd). Ale jakoś się nie składało. W dodatku jakiś czas temu czytałam inną książkę tego autora i z tego, co pamiętam, nie podobała mi się. Jednak myszkując po Merlinie zwrócił moją uwagę inny tytuł tego autora i z kolei tą drogą , zajrzałam do opisu "Szczęśliwych lat pod psem".
Książka opowiada o życiu młodego pisarza, Kvido, od dnia jego narodzin (w bardzo niecodziennym miejscu i okolicznościach), aż po wydanie pierwszej jego książki. Nawiasem mówiąc, o tytule książki, którą czytamy;)
Kvido ma bardzo oryginalną rodzinkę, której członkowie nie dają się wprost nie lubić. W dodatku książka okraszona jest sporym poczuciem humoru, a to wszystko z rozgrywającymi się w tle , politycznymi wydarzeniami w Czechach.
Bardzo mi się ta książka podobała i jestem zadowolona, że jednak dałam jej szansę i po nią sięgnęłam.
Polecam!
Złoto dla Małysza;)
Ale się cieszę;) Śmieję się caly czas, że się udało. Mocno trzymałam za niego kciuki, żeby wskoczył po to złoto i …wskoczył. A Polonia w Sapporo ładnie kibicowała, widać, że kibice dodali mu mocy;)
fragment…
Fragment książki, którą obecnie czytam, a jest to książka "Cudowne lata pod psem " Michala Viewegh’a (Czecha).
"Innym razem z rzemieślniczego punktu widzenia produkt spełniał oczekiwania, natomiast od strony estetycznej wyglądał niezbyt przekonywująco.
-Tak było między innymi w przypadku stojaka na czasopisma-opowiadał Kvido.-Ojciec stosunkowo długo nad nim pracował, ale zrobił taki olbrzymi i masywny, że goście zaraz w pierwszym zdaniu pytali, dlaczego w pokoju gościnnym trzymamy paśnik".(…)
Jak na razie czytam i śmieję się…Baaardzo mi się podoba;)
