…zła…

zła i podenerwowana od wczoraj. P. wrócił z wiadomościami, które mnie zdenerwowały. W naiwności swojej jakiś czas temu dałam się zwieść poczuciu , że pewne sprawy uległy poprawie, rozwiążą się na naszą korzyść, okazuje się, że nie. Są ludzie, którzy lubią niszczyć innych, nie wiem, jak można zasypiać spokojnie, czy patrzeć sobie w twarz przy goleniu. Ot, okazuje się, że można.

Martwię się, bo to może wpłynąć na ostatnie sprawy, o których dawałam znać na blogu. Wcale nie wiem, czy mam ochotę na to, żeby tak się stało, ale nie wiadomo, czy nie trzeba będzie rozważać owych rozwiązań. "Świetnie", jakby mało innych spraw dookoła się pieprzyło…dobrze, że w tym wszystkim P. mniej się denerwuje, praktycznie mówi, że w ogóle. Wystarczy, że ja……

o blogowaniu taka refleksja…

a raczej o samym serwisie blox. A nie, nie będę dzisiaj narzekać;) właśnie pochwalę i to nie blox może, a raczej ludzi na nim bloxujących. Z tego, co widzę, nie tylko na moim blogu, ale u innych, jest tak, że w komentarzach potrafią się całe dyskusje narodzić. Ludzie komentują nie tylko dany wpis autora bloga, ale zaczynają ze sobą rozmawiać, odnoszą się do swoich wypowiedzi, czasem zgodzą, czasem pokłócą, ale…jest dyskusja, jest fajnie. Podoba mi się to. Nie wiem, czemu, ale zerkając na dwa inne serwisy, być może na małą ilość blogów i komentarzy, nie przeczę, ale nie zauważyłam tego. Wpisy odnosiły się jedynie do głównego tematu, nie było dyskusji w stylu "do X: zgadzam się, ale …" albo "Y, jak interesuje cię ta książka, to można ją znaleźć…" , myślę, że Wiecie, o co mi chodzi. Może ta bloxowa społeczność jakaś bardziej rozgadana albo bardziej tworzymy społeczności lokalnych blogów? Chociaż zauważyłam,że rozmawiają ze sobą osoby, które sie nie znają często, więc to chyba nie tylko o to chodzi.
Podoba mi się, że tak jest u nas na blox, nie zmieniajcie się;)

„Uwikłanie”, Zygmunt Miłoszewski.

Przeczytałam kolejną książkę Miłoszewskiego. Wcześniej, jego horror, zatytułowany "Domofon", który bardzo mi się podobał. Kiedy więc dowiedziałam się na Forum Kryminały i Sensacje, że będzie niebawem jego najnowsza książka, tym razem kryminał, ostrzyłam sobie na nią ząbki.

Nie zawiodłam się, ale być może ja generalnie mam dość łaskawe oko, szczególnie dla tych naszych młodych jaskółek, czyli polskich autorów. Tak, czy siak, podobał mi się ten kryminał mojego rówieśnika.

W pomieszczeniach klasztornych, wynajętych przez terapeutę i grupę osób biorących udział w bardzo szczególnej terapii, dochodzi do zbrodni. Jeden z mężczyzn biorących udział w terapii zostaje zamordowany. Prokurator Teodor Szacki będzie musiał rozwikłać zagadkę, która będzie miała bardzo wiele wątków, będzie plątać się, jak to zagadka. Już sama terapia, którą prowadził terapeuta, wydaje się być tajemnicza i niejasna, a co dopiero sytuacje wokół, które Szacki odkryje. Wyjdą na jaw tajemnice z dalekiej przeszłości, o których pewne osoby starały się na zawsze zapomnieć.

Drażniły mnie tylko rozważania na temat marności i jałowości życia prokuratora, jego wywnętrzanie się i mazgajenie, które zaowocowało, czym zaowocowało. Panie Szacki, chłop z jajami nie mazgai się , nie rozpacza w duchu, a idzie z kolegami na wódkę i tam się im wypłakuje w mankiet. A na serio, zdenerwowało mnie rozwiązanie podjęte przez Szackiego, ale cóż, być może prezentuje on postawę przeciętnego polskiego faceta, kto to wie…;)

Jeśli ktoś ma ochotę na polski kryminał, polecam!

wiosenny spacer…

dzisiaj postanowiliśmy przejść się na spacer. Obiad dzięki temu zmienił się w kolację, ale nieważne. Spacerowaliśmy, podsłuchiwaliśmy ptaki (wszak mieszkamy chwileczkę od lasu i w okolicznych zaroślach coś się już dzieje), obserwowaliśmy gniazda, w których wyraźnie dzieją się porządki wiosenne…ładowaliśmy akumulatory.
W sprawie, o której niedawno pisałam, nieoczekiwane zwroty, okazuje się, że faktycznie chyba nic się samo nie rozwiąże, będzie trzeba chyba podejść do tego i zmierzyć się z tym, a niełatwo, bo tysiąc pytań się kłębi, czy warto się zgodzić, czy warto rezygnować, czy to może jakaś szansa życia?
Ale nieważne, dziś był dzień wiosennego spaceru, chwil, w których wiosna otaczała nas wręcz, wdzierała się do serc, czyniła beztroskie obietnice, które być może nigdy się nie spełnią, ale kto by się tym dzisiaj przejmował??

narzekałam, że stagnacja, że brak zmian…

…to los usłyszał. Tylko czy ja od razu mówiłam, że od razu tyle i na raz? I teraz mamy myślówę. Trzeba dumać. Rozważać. Zastanawiać się. Moja przyjaciółka mawia, że to czasem, jak przekleństwo, kiedy spełniają się marzenia…Kto wie, czy tak nie jest. Dużo dumania przed nami. Wybory wcale nie wiem, czy najlepsze, przynajmniej teraz. I ta świadomość, że właściwie nigdy nie wie się, czy wybierze się to lepsze…

„Kobieta z wydm”, Kobo Abe.

Przedziwna książka, która robi wrażenie na czytelniku…Książka, która jest właściwie jedną wielką metaforą. Otóż pewien mężczyzna, entomolog, w poszukiwaniu pewnego rodzaju owadów trafia do nadmorskiej wioski i w wyniku pewnych okoliczności zostaje uwięziony w domu pewnej kobiety mieszkającej w domku na wydmie…
Początkowo nie chcący dopuścić do świadomości, że nigdy nie opuści jej domu, mężczyzna próbuje ucieczki…

Nie ma jednak ucieczki z domku na wydmie…I tak towarzyszymy jego próbom przyzwyczajenia się do życia w bardzo specyficznym miejscu, w którym piasek wyznacza cykl dnia, cykl życia, w miejscu,w którym piasek jest dosłownie wszędzie, wciska się w szczelinę , każdą szczelinę ciała. Czytając książkę, miałam wrażenie, że czuję piasek w palcach, czy pod powiekami…brrr…

Jesteśmy każdy na swój sposób, uwięzieni w jakimś domku na wydmie. Jedni tylko bardziej, inni mniej, zdają sobie z tego sprawę. Szczęśliwsi chyba ci, którzy nad owym uwięzieniem się nie zastanawiają…….

Ksiażkę Japończyka polecam…

Wiosna jej odbiła?

Dziejszy spacer do Konstancina bardzo udany. Chociaż pogoda dopisała tak sobie , bo nie było słonecznie i chwilami dość chłodno (a przecież według prognoz to wczoraj, kiedy była bajeczna pogoda , miało padać a dzisiaj miało być pięknie i słonecznie;), to miło spędziliśmy czas. Przy okazji spotkaliśmy "szaloną" wiewórkę, która wyczyniała sztuki. P. sfotografował jedną z jej sztuk. Ciekawe, co robiła? Piłowała sobie zębiszcza? Wyszukiwała jakieś odpowiednie korzonki czy miękki mech do gniazda? Wiosna jej odbiła? W każdym razie złapała coś z ziemi i piłowała to w zębach z zapałem. Mieliśmy radochę. P. sfotografował też dzięcioła dużego. Fajny ten jego nowy obiektyw, dobrze, że go namówiłam.

Na obiad poszliśmy do włoskiej restauracji, którą już od jakiegoś czasu chcieliśmy odwiedzić. Objedliśmy się baaardzo;) Ja ,to nawet nie wiem specjalnie czym, może fakt wypicia sporej ilości wody mineralnej (tej samej, którą zawsze piliśmy w Rzymie) spowodował uczucie tak wielkiej sytości?