Pierwszy prawdziwie wiosenny spacer;) Pierwsze żółciutkie cytrynki zapowiadające wspaniałe lato zobaczone (sztuk trzy:). Pierwsze pobieranie pozytywnej energii od brzóz…wiosna;)
jakiś taki wiosenny temat bym chętnie dziś zarzuciła…
…żebyście nie myśleli, że Chiara, to tylko tak serio i ponurak i tak jak nie rzuci tygodniowo ciężkim tematem, to się źle czuje;) ale pogoda za oknem nie bardzo sprzyja…deszcz, zimno;( buro i dość ponuro. W dodatku jutro mamy mieć gości, więc się tradycyjnie nieco stresuję. Hmm…o czym by tu? O, kartki ciągle Urodzinowe do mnie napływają;) Mimo, że trochę minęło. W tym roku dostałam fajne. Jedna z kwiatkami , na ekologicznym papierze , wyprodukowana w Indiach, jedna z czerwonymi kwiatami namalowanymi (maki?), jedna na wesoło z myszkami taplającymi się w kieliszku szampana. Wszystkie inne, ale łączy je jedno, ktoś o mnie pomyślał, napisała fantastycznie, szczere, ciepłe słowa i wysłał;)
Zbiorowe dziękuję dwóm osobom, które z czytających wysłały;)
wstyd!
Ten wpis będzie mocno emocjonalny.
Jak ktoś ma ochotę na relaks i weekendowe blablanie, to odsyłam gdzie indziej.
Wstyd! takie słowo narzuca mi się po obejrzeniu dzisiejszych wiadomości, a raczej jednego reportażu…a mianowicie. Mieszkańcy pewnej części Łodzi nie chcą, aby w ich okolicy powstało…i teraz proszę zgadywać, co budzi taką nerwową rekację okolicznych mieszkańców…czy mowa o :
a)agencji towarzyskiej?
b)składowisku odpadów nuklearnych?
c) więzieniu o zaostrzonym rygorze?
d) krematorium?
Nie. Podejrzewam, że nie zgadniecie. Chodzi o hospicjum. Miejsce, w którym pomaga się ludziom godnie odejść. Bez względu na to, czy są wierzący, czy nie, czy są w tej czy innej partii…nieważne. Tam się odchodzi. Przechodzi na drugą stronę…bez bólu, albo w mniejszym, a na pewno spokojniej, bez lęku.
Mieszkańcy między innymi użyli argumentu, który mnie osobiście powalił. Mianowicie, według nich, po wybudowaniu hospicjum w ich okolicy według nich SPADNĄ CENY DZIAŁEK…………………………………………………
Do licha. Mieszkam na Kabatach, a dosłownie chwilę od naszego domu jest Hospicjum Ursynowskie. I Wiecie co? NIC DO TEGO MIEJSCA NIE MAM. Wręcz nigdy bym nie miała. Co koło niego przejeżdżamy, a przejeżdżamy dość często, zwracam swoję głowę w jego stronę i zaczynam chociaż przez chwilkę, inaczej myśleć…czy jestem dobrym człowiekiem? Czy jestem wystarczająco dobrym człowiekiem?? jak to będzie, kiedy ja kiedyś będę odchodzić…nagle zaczyna sie zupełnie inaczej myśleć. I ten kawałek ciszy i wbrew obiegowym opiniom, spokoju w odchodzeniu, stanowi integralną część Ursynowa. I ceny działek tu nie spadły. A w okolicy wciąż powstają nowe osiedla…
Nie mam słów. Nie mam…Nie chce mi się nawet wierzyć, że jest chociaż jedna osoba na świecie, która w obliczu mowy o takim miejscu pomyślała o czymś tak małostkowym i tak podle. A jednak ktoś jest.
Pewnie i tak mieszkańcy tamtych terenów mnie nie przeczytają. Ale powiem wam tak, gdybym miała mieć za sąsiedztwo hospicjum, nie robiłoby mi to żadnej różnicy, gdybym się dowiedziała, że któryś z was, mali ludzie, mieszkać ma koło mnie, nie kupiłabym działki, czy domu. Bałabym się, że może wasza nietolerancją można się jakoś zarazić.
Podaję link do całego reportażu z lokalnej telewizji:
„Rebeliantka o zmarzniętych stopach”, Johanna Nilsson.
Stella ma 25 lat, studiuje w Wyższej Szkole Handlowej w Sztokholmie i nie wie, gdzie jest sens życia. Wcześniej studiowała teologię i prawie ją ukończyła, jednak niemożność znalezienia sensu życia spowodowały, że postanowiła sprawdzić, jak wygląda kult do mamony w przeciwieństwie do kultu Boga. Jednak mimo radykalnej zmiany, Stella dalej nie może odnaleźć sensu życia. Na uczelni Stella trzyma się na ogół ze swoim przyjacielem Joakimem i nową znajomą Karoliną, miłośniczką Opery, która również nie wiadomo, co porabia na studiach tego rodzaju. Wraz z nimi zakłada Stowarzyszenie Anonimowych Akcjoholików, które w pewnym momencie wymknie się im spod kontroli.
Obserwujemy zmagania się kruchej, nadwrażliwej i zbyt empatycznej (czy można być zbyt empatycznym? można) Stelli na tle WSH , ale także zmian społeczno ekonomicznych, jakie opisuje. I które bardzo jej się nie podobają.
Stella zmaga się z życiem , poszukiwaniem jego sensu i samą sobą, z którą czasem chyba jest jej dość trudno, a na jej drodze stają same oryginały, Karolina, która pyta się na wykładzie "Kto kupuje władzę od rządu?", Lukasa, który podoba się Stelli i którego najchętniej wyrwałaby ze szponów kultu mamony i uzależnienia od ojca, jaszczurkę o imieniu Merlin, która Stella kradnie, Finna, który ma depresję i jest bezdomny, komunistkę Idę…
Bardzo nietypowa książka, która mnie osobiście spodobała się. Dla mnie, po Mankellu, kolejne zetknięcie z literaturą szwedzką, współczesną. Książka, którą trudno opowiedzieć, ale zainteresowanym polecam!
wiosna;)
z prawdziwą przyjemnością żegnam zimę. Nic a nic mi jej nie będzie brak. Witamy wiosnę z nadzieją, że to za oknem szybko przemieni się w słońce, ciepło i to poczucie odnowy, które każdej wiośnie towarzyszy;)
literacko nieco…
Prezent od Judytty okazał się ciekawą książką. Zaczęłam i wypisałam sobie kilka cytatów, które mi się spodobały i którymi się z Wami dzielę (przypomnijmy, że mówię o książce "Rebeliantka o zmarzniętych stopach").
W ogóle, jak na razie czytam tę książkę, to pewne fragmenty kojarzą mi się z kilkoma osobami (raspberry-swirl, dziwnie pewna jestem, że jest to książka, która mogłaby Cię zainteresować, ciekawe, czy się mylę), a niektóre zachowania (empatia) wydają mi się dziwnie znajome.
"Powiedziałam , że wszystko w porządku poza tym, że jestem nadwrażliwa wszystkimi zmysłami". (…) Wyjaśniłam, że nie umiem odepchnąć od siebie ludzkiego bólu. Zapytał, czy to bardzo uciążliwe. Nie mogłam zaprzeczyć."
i jeszcze:
"Człowiek powinien przynajmniej próbować realizować swoje marzenia, bo inaczej zawiedzie sam siebie, a jeśli zrobi to zbyt wiele razy, umrze na długo przed swoją fizyczną śmiercią".
Truizm? Być może, ale zrobił na mnie wrażenie…
jest takie powiedzenie…
o tym, że byleby portki w szafie wisiały. To a propos mężczyzny w domu. Powiedzenie pochodzi ze starych czasów, kiedy pozycję kobiety gruntował chłop. Bez chłopa była nikim. Teraz, na szczęście czasy się zmieniły (niby) a i tak, ze zgrozą zauważam, że wiele babek dalej się do niego stosuje.
Od dłuższego czasu obserwuję, co się dzieje w pewnym znanym mi związku, niestety, małżeństwie. I widzę wiele znaków, które nic dobrego nie mówią. Darcie zdjęć jej eksa, to, że podczas rozmowy telefonicznej ze mną pan i władca owej kobiety siedzi cały czas z nią w pokoju albo przynajmniej bliskim pobliżu (peeewnie, co się narazi, że się dziewczyna poskarży jeszcze, czy coś)…Dawno temu znalazłam na necie etapy, a raczej nie etapy, a wymienione zachowania, które kobiecie otworzyć oczy powinny…parę z nich wiem, że ów wymieniony pan spełnia w całej rozciągłości. Tak naprawdę ten związek od początku był niewypałem, który powiniem pozostać na etapie wakacyjnego romasnu. Niestety, pan się zakrzątnął ( w grę wchodzą również sprawy emigracyjno różne) i doprowadził do szybkiego ślubu. I podjął kontrolę. Sukienki takiej nie założy pani, bo za bardzo prześwitująca (mam dokładnie taką samą i wierzcie mi, nic w niej nie widać, a sama pierwsza bym była do nie zakładania, bo ja z kolei nie lubię, jak widać), na imprezę do polskiego klubu nie pójdzie sama z przyjaciółkami, bo nie (argumenty, ja z tobą nie mogę więc nie), zdjęcia jej eksa zostały spektakularnie podarte i wiele spraw, o których nawet nie chcę pisać……. Od dłuższego czasu pani miała mocne podejrzenie, że pan włamał się na jej konto i czyta jej emaile, również, tadam, KASUJE wybrane przez niego emaile wysłane jej przez jej znajomych kolegów i te osoby, które widać według niego nie mają z nią się kontaktować. Dziś zyskała dowód.
I co teraz, pyta? A ja się pytam, czy na sali jest psycholog? albo jakiś terapeuta od toksycznych związków? Chciałabym uzyskać jakieś materiały przez net, które mogłabym jej podesłać, które być może trochę otworzyłyby jej oczy. Przede wszystkim coś, co wzmocniłoby jej poczucie własnej wartości, co pokazałoby jej, że to w nim jest problem, a nie w niej…włosy mam ochotę rwać z głowy, jako, że poprzedni jej facet był super, poznaliśmy go, kiedy odwiedzał rodzinę w Polsce, a ten, to taki kawał buca, w dodatku cały ten związek, to równia pochyła a mnie jest przykro patrzeć, że na niej znajduje się, niestety, bliska mi osoba.
Młoda, wykształcona dziewczyna, wydaje się, świat u stóp. a co w zamian? Mąż paranoik i chory z zazdrości. Brr….zgroza.
„Wychowanie dziewcząt w Czechach”. Michal Viewegh.
Dalsze losy bohatera przedstawionego w tak chwalonej przeze mnie niedawno książce "Cudnowne lata pod psem". Nasz bohater , pracujący jako nauczyciel, otrzymuje propozycje od lokalnego mafiozo, aby poprowadził lekcje literatury i pisania z córką owego mafiozo. Szybko bohater przekonuje się, że lekcje są niczym innym, jak próbą wyciągnięcia młodej dziewczyny z zaawansowanej depresji, w którą wpadła. Bohater też wpada. Wikła się w z góry przewidywalny romans.
Szczerze mówiąc, to mimo, że uśmiechnęłam się nie raz czytając książkę, daleko mi do zachwytu, jaki towarzyszył mi podczas lektury "Cudownych lat…". Nie wiem, czy to dlatego, że kontynuacje często są jednak gorsze od pierwszych części, czy po prostu była ona faktycznie gorsza od pierwszej. Zdecydowanie pozostaję fanką "Codownych lat pod psem".
jak kasztan świeżo wyjęty z łupiny…
…mam kolor włosów, chociaż zrobiłam, jak zawsze (zmywalnym) mahoniem. To prawda, że mała zmiana na głowie kobiety powoduje może złudną, bo chwilową, ale jednak poprawę nastroju. Najpierw podcięcie końcówek, dziś kolor…coś trzeba zmienić…chociaż na moment. W dodatku coś, na co mam jakikolwiek wpływ. A to poczucie poprawia nastrój również.
aromaterapia…
…wczoraj w ulubionej restauracji japońskiej zwrócił moją uwagę przemiły zapach. Okazało się, że to kominek zapachowy a zapach, który tak kusił, to zielona herbata. Miły pan kelner pokazał nam nawet, jaki to rodzaj zapachu został użyty i traf chciał, że kiedy wracając wstąpiliśmy do GM, to w sklepiku na parterze dokładnie tej firmy zapachy zobaczyliśmy. Jako, że narzekałam na te z Saponarii, wydawały mi się mocno nietrwałe i nie czułam ich w pomieszczeniu, więc ostatnio nie używałam mojego kominka, który przecież otrzymałam na Mikołajki…No, ale kiedy zobaczyliśmy te zapachy, rzuciliśmy się przebierać je w poszukiwaniu zielonej herbaty i oto nasze mieszkanie pachnie od wczoraj przyjemnie i nastrój jakby lepszy…
Polecam więc lubiącym aromaterapię, zapachy z firmy www.vera-nord.pl właśnie się okazało, że w domu miałam ich jeszcze jeden zapach, daaawno temu kupiony do innego kominka, o zapachu chyba werbery (zużyty niedawno).
Dzisiaj praca nad tekstem, ale na razie nic więcej nie mówię;)
