Ten wpis będzie mocno emocjonalny.
Jak ktoś ma ochotę na relaks i weekendowe blablanie, to odsyłam gdzie indziej.
Wstyd! takie słowo narzuca mi się po obejrzeniu dzisiejszych wiadomości, a raczej jednego reportażu…a mianowicie. Mieszkańcy pewnej części Łodzi nie chcą, aby w ich okolicy powstało…i teraz proszę zgadywać, co budzi taką nerwową rekację okolicznych mieszkańców…czy mowa o :
a)agencji towarzyskiej?
b)składowisku odpadów nuklearnych?
c) więzieniu o zaostrzonym rygorze?
d) krematorium?
Nie. Podejrzewam, że nie zgadniecie. Chodzi o hospicjum. Miejsce, w którym pomaga się ludziom godnie odejść. Bez względu na to, czy są wierzący, czy nie, czy są w tej czy innej partii…nieważne. Tam się odchodzi. Przechodzi na drugą stronę…bez bólu, albo w mniejszym, a na pewno spokojniej, bez lęku.
Mieszkańcy między innymi użyli argumentu, który mnie osobiście powalił. Mianowicie, według nich, po wybudowaniu hospicjum w ich okolicy według nich SPADNĄ CENY DZIAŁEK…………………………………………………
Do licha. Mieszkam na Kabatach, a dosłownie chwilę od naszego domu jest Hospicjum Ursynowskie. I Wiecie co? NIC DO TEGO MIEJSCA NIE MAM. Wręcz nigdy bym nie miała. Co koło niego przejeżdżamy, a przejeżdżamy dość często, zwracam swoję głowę w jego stronę i zaczynam chociaż przez chwilkę, inaczej myśleć…czy jestem dobrym człowiekiem? Czy jestem wystarczająco dobrym człowiekiem?? jak to będzie, kiedy ja kiedyś będę odchodzić…nagle zaczyna sie zupełnie inaczej myśleć. I ten kawałek ciszy i wbrew obiegowym opiniom, spokoju w odchodzeniu, stanowi integralną część Ursynowa. I ceny działek tu nie spadły. A w okolicy wciąż powstają nowe osiedla…
Nie mam słów. Nie mam…Nie chce mi się nawet wierzyć, że jest chociaż jedna osoba na świecie, która w obliczu mowy o takim miejscu pomyślała o czymś tak małostkowym i tak podle. A jednak ktoś jest.
Pewnie i tak mieszkańcy tamtych terenów mnie nie przeczytają. Ale powiem wam tak, gdybym miała mieć za sąsiedztwo hospicjum, nie robiłoby mi to żadnej różnicy, gdybym się dowiedziała, że któryś z was, mali ludzie, mieszkać ma koło mnie, nie kupiłabym działki, czy domu. Bałabym się, że może wasza nietolerancją można się jakoś zarazić.
Podaję link do całego reportażu z lokalnej telewizji:
