dzisiaj postanowiliśmy przejść się na spacer. Obiad dzięki temu zmienił się w kolację, ale nieważne. Spacerowaliśmy, podsłuchiwaliśmy ptaki (wszak mieszkamy chwileczkę od lasu i w okolicznych zaroślach coś się już dzieje), obserwowaliśmy gniazda, w których wyraźnie dzieją się porządki wiosenne…ładowaliśmy akumulatory.
W sprawie, o której niedawno pisałam, nieoczekiwane zwroty, okazuje się, że faktycznie chyba nic się samo nie rozwiąże, będzie trzeba chyba podejść do tego i zmierzyć się z tym, a niełatwo, bo tysiąc pytań się kłębi, czy warto się zgodzić, czy warto rezygnować, czy to może jakaś szansa życia?
Ale nieważne, dziś był dzień wiosennego spaceru, chwil, w których wiosna otaczała nas wręcz, wdzierała się do serc, czyniła beztroskie obietnice, które być może nigdy się nie spełnią, ale kto by się tym dzisiaj przejmował??
