zostałam wczoraj zaskoczona nieco przez pewną osobę, która , przy rozmowie, stwierdziła, że "ty wiesz o mnie wiele, a ja o tobie prawie nic"…Hmmm, to już druga osoba, która w dość krótkim czasie zarzuciła mi coś takiego…zastanawia mnie to wielce…Po pierwsze, zdziwiło mnie to o tyle, że nigdy , przenigdy nie podpisywałam z nikim nic w rodzaju paktu wierności zwierzenie za zwierzenie, po drugie, już bardziej serio mówiąc, nie wyciągam od ludzi zwierzeń…zakładam, że jeśli mi coś o sobie mówią, cokolwiek by to było, czegokolwiek nie dotyczyło, to jest to przez nich przemyślane…że wiedzą, że nie puszczę tych informacji w obieg (poza tym, teoretycznie, jakby to miało wyglądać, stanę sobie na rynku, jak za starożytnych czasów na Agorze i z kartki zacznę wykrzykiwać po imionach, czy nickach?, co tam o kim wiem??)…zakładam, że ktoś tam coś mi mówiąc, przemyślał to, że akurat mnie o tym mówi…nie, pani Zosi w warzywniaku a mnie akurat…te zwierzenia nie zawsze są łatwe, a ja, dodatkowo, jako cholernie silna empatka, mam z nim często problem…bo wiele biorę na siebie, ich emocje, ich zmartwienia, potrafią mnie przytłoczyć…
No więc zakładam sobie, że ktoś mówiąc mi coś nie oczekuje rewanżu, w postaci opowiedzianych problemów, a chce zwyczajnie zostać wysłuchany, co też oferuję ze swej strony…
A o sobie mówić nie lubię. Nic na to nie poradzę. Raz, że nie ma o czym, bo nuda, panie dzieju, dwa, że nie lubię, taki charakter, że sama z siebie niewiele powiem, taka jest Chiara, "reserved", jak nazwaliby Anglicy. Taki charakter. Nie zła wola. Po prostu taka jestem. Nie umiem opowiadać o kłopotach, nie lubię, zwalam je na naprawdę najbliższe osoby,a czasem i moja najlepsza przyjaciółka nie wie, co w danej chwili siedzi mi w głowie…Ten typ tak ma.
Tak więc, na przyszłość, gdyby ktoś z Was chciał mi się zwierzyć, coś powiedzieć, niech nie oczekuje, że w zamian wyciągnę swoje opowieści, zwierzenia, problemy…po pierwsze, na to trzeba czasu, po drugie, nie każdemu i tak chcę coś powiedzieć…
Cóż, są różne typy, ja jestem taka właśnie……..
