są w Polsce wysokie. I chociaż, o dziwo, spotykam się ze zdaniem, szczególnie na Forum Książka, że nie jest tak źle, to nic mojego zdania nie zmieni. Są wysokie i to wielka szkoda. Bo z jednej strony narzekamy, że Polacy za mało czytają, a z drugiej -fundujemy tymże Polakom takie, a nie inne ceny. Ja oczywiście wiem, są biblioteki. Niemniej jednak czasem człowiek chciałby jakąś książkę mieć na własność, prawda?
Do tych refleksji skłonił mnie fakt, że oczywiście nie mogąca się doczekać najnowszego Murakamiego zerkam na niego ,a raczej na "Kafkę nad Morzem" , co i rusz na Merlinie. Tam cena książki w miękkiej okładce jest jak widzę, 39.42 co, nie oszukujmy się, praktycznie oznacza prawie 40 zeta. Niemało, nie oszukujmy się…jako, że po ostatnim dostarczaniu przez pocztę przesyłki z Merlina równy tydzień nie mam ochoty ryzykować, że Murakamiego też po tygodniu dostanę, więc spodziewam się, że "dziabnę" go w Empiku, gdzie cena ta będzie pewnie jeszcze sporo wyższa…
Bez sensu z tymi książkami. Jak chcą, żeby naród czytał więcej, niech obniżą ceny. Mało jest takich nałogowców, jak ja, czy parę innych osób, jakie znam, które tak maniacko czytają…