Maria Magdalena;)

na zakładce, jaką dziś dostałam…Rrooda, wielkie dzięki, zakładka jest artystyczna i super, będę na pewno używać. Wyczytałam na niej, czyją i czego Patronką jest Maria Magdalena i jak została przedstawiona w ikonografii…;)
No, takiej zakładki jeszcze nie miałam;))

okna…

takie tam o "moich" oknach pisanie, niezainteresowanym nie polecam czytania, bo więcej tu bzdurek, niż sensu będzie…;)

Pamiętacie, że "znikło" mi "moje" okno naprzeciwko? To, w którym zawsze do późna świeciło się światło…w które zawsze przed położeniem się spać patrzyłam, i które jakoś zawsze mnie krzepiło że gdzieś tam ktoś też jeszcze nie śpi? No, ale okno znikło. Miałam teorię, że jest to wynajmowane mieszkanie…W międzyczasie, takie "późne" okno pojawiło się nowe, i teraz w nie spoglądam…ale wychodzi na to, że jednak moja teoria na temat pierwszego była mylna, bowiem…tak, od tygodnia światło w pierwszym znowu się świeci i to do późnych godzin i tak oto nagle stałam się "właścicielką" dwóch okien;) Czy to nie nadmiar szczęścia??:))

„Kadłub przywiędły, ale dusza młoda”…

czyli została mi do przeczytania już tylko przedostatnia część autobiografii Chmielewskiej. Uwielbiam tę kobietę. Za spojrzenia na świat, za łeb na karku i za to, że mimo, że takie durnowate chłopy na swojej drodze spotykała, potrafi o tym z uśmiechem opowiadać;)
Fajnie, że w 2003 udało się mnie i P. pójść na spotkanie z nią i posłuchać jej na żywo;)

dzień dobry za cenę krwi, czyli …

…o młodych gniewnych.

Daria_nowakowa poruszyła u siebie kwestię akcji antyludzkich organizowanych przez starszych mieszkańców jej domu…Mieliśmy okazję mieszkać w 3 różnych rodzajach grup mieszkańców. Najpierw, mieszanych. Potem, po ślubie, trafiliśmy do domu, w którym przeważali emeryci. My i jedna para obok stanowiliśmy młódź. Nie licząc meliny vis a vis nas (niestety), ale tam tyle się przewijało osób, że ich nie liczę…

Teraz mieszkamy odwrotnie, w domu, w którym emerytów jest jak na lekarstwo, chyba jednego starszego pana w naszej klatce kojarzę, jak jest w innych, nie wiem. Ale, do czego zmierzam? O dziwo, chyba zaczynam z coraz większym sentymentem wspominać poprzenie otoczenie a raczej może samych mieszkańców (z wyjątkiem meliniarzy). Bo starsi państwo zawsze umieli się odkłonić. Oczywiście, że my mówiliśmy im "dzień dobry" pierwsi…korona nam z łba nie spadła. I jakoś tak nawet czasem ze dwa zdania się wymieniło…

Myślałam, tu, to dopiero będzie miło. Nie, nie o przyjaźnie sąsiedzkie mi chodziło. Bo nie mam ochoty szukać przyjaciółek w mieszkaniu obok. Ale takie natężenie niewychowania i obojętności, jakie tu się trafiło, zaskoczyło nawet mojego P. , którego wiele zaskoczyć nie może…

"Dzień dobry" dla większości nie istnieje. Wchodzi taki do windy, patrzy naburmuszony, nieprzyjemnym wyrazem twarzy obrzuca. Albo mamunia mija cię z wózkiem, kłaniasz się jej "dzień dobry" a ta ledwo odburknie…"brry" (pewnie, "brrr, co ta cholerna sąsiadka ode mnie chce? odrobiny sympatycznego podejścia, a gdzie tam, nie ma tak!")…

Największym zaskoczeniem są jednak dla nas jeszcze inni. Tacy, którym ukłonisz się, powiesz te "dzień dobry" a oni patrzą i milczą…musi strasznie się taki człowiek starać być gburem, bo mnie samej, jak ktoś się by ukłonił , to wyrwałaby się z paszczy odpowiedź na pewno. A ci nie. Twardziele. Nie będzie sąsiad pluł mu w twarz. Kulturą. A co. Żywcem go nie wezmą.

Wiem, wiem, jestem naiwna. Myślałam, że można być dla siebie choć odrobinę miłym w tym kraju, gdzie człowiek na codzień człowiekowi wilkiem. No, naiwna jestem i już i można się ze mnie śmiać…

Najlepsze jest to, że jak idziemy odwiedzić rodziców, to w tych ich starych domach nieznani ludzie nam się ukłonią, czy my im…czyli gdzieś to działa. Ale nowe domy, mieszkańcy ważni się czują, ba, jaka dzielnica, więc po cholerę nam kultura i zwykła, taka ludzka uprzejmość??

Ja nie wiem, może oni myślą, że takie odpowiedzenie na dzień dobry równa się kurcze jakiemuś paktowi krwi? Czy że jak mi odpowiedzą, to ja do nich pójdę pieniądze pożyczać, czy co? Mam teorię, że oni nie mogą być mili. Wszak na codzień w pracy jeden drugiemu stołek spod tyłka wykopuje, do szefa podkabluje, więc taki młody w bloku, może to ten sam, któremu się właśnie wbiło szpilę? jakże to tak, tam na niego kablować, a tu być miłym? na wszelki wypadek lepiej w ogóle nie być………..

Zrobiłam wywiad. Skarżą się wszyscy mieszkańcy nowych domów. O tempora o mores…! czasem sobie myślę…smutne te czasy…

„Miecz Przeznaczenia”, reż. Kim Young-jun.

Jeśli lubicie filmy w stylu "Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok"albo "Hero", to polecam "Miecz Przeznaczenia". Rzecz dzieje się w Korei, w X wieku. Walki, malownicze sceny pojedynków, misja odnalezienia księcia pokonanej dynastii, którą wypełnia wojowniczka So-ha, wszystko to znajdziecie w tym filmie. Jedno, co mnie trochę drażniło, to wyraźne nawiązania, szczególnie do "Przyczajonego Tygrysa…", ale jeśli ktoś chce się rozerwać, to polecam.

bo u szejka są najlepsze imprezy…

…czyli o decyzjach, które nigdy nie zapadły. Dlaczego nie umiemy podjąć decyzji spontanicznie? Dlaczego zastanawiamy się nad milionem za i przeciw? Lat temu siedem prawie zastanawialiśmy się nad wyjazdem…ale oczywiście było tysiąc za i przeciw…wtedy byłoby nam łatwiej, oczywiście, ale już wtedy do głosu doszło nasze rozsądne dumanie…no i na pewno fakt, że oboje jesteśmy jedynakami. Wiedzieliśmy, że wyjeżdżając niby to na rok, dwa, trzy, pewnie byśmy już nie wrócili. Bo tam gdzieś indziej, spodobałoby nam się, że żyjemy na wyższym poziomie, mamy lepszą służbę zdrowia, gdzieniegdzie czulibyśmy się pewnie bezpieczniejsi. Ale tu zostawialibyśmy rodziców, szczególnie ja martwiłam się o Mamę…która musi radzić sobie praktycznie sama…P. też martwił się o inne sprawy. Tak, czy inaczej, najbardziej ograniczyło nas wtedy nasze rozsądne myślenie. Nawet wzięliśmy papiery z ambasady , nawet zaczęliśmy pewne rozmowy, ale w rezultacie nie zdecydowaliśmy się…
Nie wiem, czy żałuję…czasem tak, czasem nie…czasem tak, bo wiem, że z perspektywy patrząc, pewne sprawy tu nie uległy zmianie, jesteśmy w pewnej stagnacji nawet rzekłabym…czasem nie, bo tu przynajmniej mamy rodzinę i znajomych…bo nie jest powiedziane, że tam gdzieś byłoby super, a gdyby okazało się, że nie umiemy tam się odnależć?
I tylko, kiedy czasem P. dostaje oferty pracy z Dubaju, śmiejemy się, że może jednak się skusić teraz nawet i na to, bo przecież "u szejka są najlepsze imprezy"…….

nowe skrzynki pocztowe zamontowane…

niestety, jak na razie pierwszą korespondencją, jaką w znaleźliśmy był rachunek z Asteru;) może w tygodniu będzie lepiej? Marzy mi się jakiś list solidny albo kolorowa pocztówka…….

Kluczyki, odebraliśmy od ochrony (jak się okazało, nie doczytałam, że nie trzeba było iść specjalnie na pocztę i dobrze, bo wystalibyśmy się w kolejce). Okazuje się, że dali nam dwa;) Fajnie. Nie trzeba dorabiać. Nowe skrzynki są inne, bo mają klapkę również w drzwiczkach, co umożliwia dostarczenie przesyłęk także przez firmy konkurencyjne do PP, bardzo dobrze. No i kluczyki są nie takie typowo skrzynkowe, czyli może mniej łatwo się do takich włamać? I tak, jak się ktoś postara…ale…zawsze nieco bardziej utrudnione.

to się zdarzyło obok nas……..

w dodatku do "Dziennika" czytałam wywiad z Jasmilą Zbanic ,która wyreżyserowała film "Grbavica", o którym słyszałam też rano w mojej ulubionej Jedynce…
Na film się nie wybiorę …temat, jak na moje ostatnio nastroje, za ciężki, ale …dał mi do myślenia……
Zaczęłam sobie przypominać, jak to było, a raczej, co z tego wszystkiego teraz pamiętam…Nie wiem, ile lat ma Jasmila, ale wydaje mi się, że może być moją rówieśnicą, bądź niewiele starszą osobą…ona doświadczyła koszmaru wojny…Wojny, którą my, Polacy, oglądaliśmy jednynie na ekranach telewizorów i o której mogliśmy się jedynie domyślać, że jest tak samo koszmarna i niezrozumiała, jak to, co działo się w czasie II WŚ…nas to jednak nie dotyczyło.
Zastanowiłam się, jak to możliwe, że teraz już niewiele pamiętam..owszem, kiedy to się zaczęło  byłam młodą osobą, owszem, interesowałam się wiadomościami ze świata, ale najwyraźniej nie aż tak, żeby teraz wiele pamiętać…no i pewnie wiadomości do nas też docierały okrojone, a nasz kraj, zachłyśnięty dopiero co odzyskaną w pełni swobodą, pewnie nie do końca chciał przyswajać takie informacje…
A przecież ta wojna działa się KOŁO nas…tak BLISKO…w krajach oddalonych od nas raptem dwoma dniami jazdy autem…nie gdzieś w kraju oddalonym od nas lata świetlne niemal, ale obok…prawie u naszych sąsiadów..
Przeczytałam też w owoym dodatku do "Dziennika" wywiad z tak przeze mnie cenioną i podziwianą Janiną Ochojską, która tam z pomocą PAH jeździła i zawstydziłam się…
Dlaczego tak mało z tamtego czasu pamiętam…dlaczego nie dość się interesowałam…czy miałam ja, jako jednostka, wtedy możliwość zareagowania na ówczesną sytuację? parę lat potem, podczas ataku na WTC ludzie jednoczyli się w protestach na całym świecie, a kto zjednoczył się , kiedy w krajach, w których sporo Polaków do niedawna spędzało wakacje z zakładów pracy, człowiek wybijał człowieka, niszczył jego godność?
Srebrenica ….to działo się już nie tak dawno temu…czy nie pamiętam specjalnie wydarzeń z tamtego czasu tylko dlatego, że miałam głowę zajętą maturą?
Wiem, nie jestem aż tak naiwna, żeby nie wiedzieć, że każdego dnia, na całym świecie w jakimś zakątku człowiek zaczaja się na brata, morduje do niedawna sąsiada, wynajduje nowy rodzaj broni, aby zniszczyć drugiego człowieka…i wiem, że nie na wszystko możemy zareagować, o wielu występkach nie wiemy nawet, ale ile razy można jakoś zareagować a pozostajemy bierni? Do przemyślenia…..