takie tam o "moich" oknach pisanie, niezainteresowanym nie polecam czytania, bo więcej tu bzdurek, niż sensu będzie…;)

Pamiętacie, że "znikło" mi "moje" okno naprzeciwko? To, w którym zawsze do późna świeciło się światło…w które zawsze przed położeniem się spać patrzyłam, i które jakoś zawsze mnie krzepiło że gdzieś tam ktoś też jeszcze nie śpi? No, ale okno znikło. Miałam teorię, że jest to wynajmowane mieszkanie…W międzyczasie, takie "późne" okno pojawiło się nowe, i teraz w nie spoglądam…ale wychodzi na to, że jednak moja teoria na temat pierwszego była mylna, bowiem…tak, od tygodnia światło w pierwszym znowu się świeci i to do późnych godzin i tak oto nagle stałam się "właścicielką" dwóch okien;) Czy to nie nadmiar szczęścia??:))

Dodaj komentarz