dzień dobry za cenę krwi, czyli …

…o młodych gniewnych.

Daria_nowakowa poruszyła u siebie kwestię akcji antyludzkich organizowanych przez starszych mieszkańców jej domu…Mieliśmy okazję mieszkać w 3 różnych rodzajach grup mieszkańców. Najpierw, mieszanych. Potem, po ślubie, trafiliśmy do domu, w którym przeważali emeryci. My i jedna para obok stanowiliśmy młódź. Nie licząc meliny vis a vis nas (niestety), ale tam tyle się przewijało osób, że ich nie liczę…

Teraz mieszkamy odwrotnie, w domu, w którym emerytów jest jak na lekarstwo, chyba jednego starszego pana w naszej klatce kojarzę, jak jest w innych, nie wiem. Ale, do czego zmierzam? O dziwo, chyba zaczynam z coraz większym sentymentem wspominać poprzenie otoczenie a raczej może samych mieszkańców (z wyjątkiem meliniarzy). Bo starsi państwo zawsze umieli się odkłonić. Oczywiście, że my mówiliśmy im "dzień dobry" pierwsi…korona nam z łba nie spadła. I jakoś tak nawet czasem ze dwa zdania się wymieniło…

Myślałam, tu, to dopiero będzie miło. Nie, nie o przyjaźnie sąsiedzkie mi chodziło. Bo nie mam ochoty szukać przyjaciółek w mieszkaniu obok. Ale takie natężenie niewychowania i obojętności, jakie tu się trafiło, zaskoczyło nawet mojego P. , którego wiele zaskoczyć nie może…

"Dzień dobry" dla większości nie istnieje. Wchodzi taki do windy, patrzy naburmuszony, nieprzyjemnym wyrazem twarzy obrzuca. Albo mamunia mija cię z wózkiem, kłaniasz się jej "dzień dobry" a ta ledwo odburknie…"brry" (pewnie, "brrr, co ta cholerna sąsiadka ode mnie chce? odrobiny sympatycznego podejścia, a gdzie tam, nie ma tak!")…

Największym zaskoczeniem są jednak dla nas jeszcze inni. Tacy, którym ukłonisz się, powiesz te "dzień dobry" a oni patrzą i milczą…musi strasznie się taki człowiek starać być gburem, bo mnie samej, jak ktoś się by ukłonił , to wyrwałaby się z paszczy odpowiedź na pewno. A ci nie. Twardziele. Nie będzie sąsiad pluł mu w twarz. Kulturą. A co. Żywcem go nie wezmą.

Wiem, wiem, jestem naiwna. Myślałam, że można być dla siebie choć odrobinę miłym w tym kraju, gdzie człowiek na codzień człowiekowi wilkiem. No, naiwna jestem i już i można się ze mnie śmiać…

Najlepsze jest to, że jak idziemy odwiedzić rodziców, to w tych ich starych domach nieznani ludzie nam się ukłonią, czy my im…czyli gdzieś to działa. Ale nowe domy, mieszkańcy ważni się czują, ba, jaka dzielnica, więc po cholerę nam kultura i zwykła, taka ludzka uprzejmość??

Ja nie wiem, może oni myślą, że takie odpowiedzenie na dzień dobry równa się kurcze jakiemuś paktowi krwi? Czy że jak mi odpowiedzą, to ja do nich pójdę pieniądze pożyczać, czy co? Mam teorię, że oni nie mogą być mili. Wszak na codzień w pracy jeden drugiemu stołek spod tyłka wykopuje, do szefa podkabluje, więc taki młody w bloku, może to ten sam, któremu się właśnie wbiło szpilę? jakże to tak, tam na niego kablować, a tu być miłym? na wszelki wypadek lepiej w ogóle nie być………..

Zrobiłam wywiad. Skarżą się wszyscy mieszkańcy nowych domów. O tempora o mores…! czasem sobie myślę…smutne te czasy…