wietrzna noc…

…o dziwo, nic mi się nie śniło? a może nie pamiętam? I dobrze.
Wiało nieźle. W nocy, o 2 wstałam popatrzeć, co się dzieje, to już nieźle duło, ale i tak kulminacja chyba nadeszła później, około 6. Teraz wiatr cichnie. I dobrze…ale wczoraj wieczorem, to byłam podenerwowana.
Słyszałam, że w Niemczech i Anglii wiało koszmarnie…wysłałam już email do Berlina, a z Anglii miałam wieści, czyli u nich chyba OK…

Nie cierpię takiego wiatru…

„Pomarańczki komisarza Montalbano”, Andrea Camilleri.

To dwadzieścia opowiadań, opowiadanek nawet powiedziałabym, kryminalnych. Ale jakich miodzio! Majstersztyk! Wspaniała zabawa…Jak to u Camilleri’ego, krew nie leje się strumieniami, chociaż, jak to w kryminałach, są oczywiście ofiary śmiertelne. Ale trochę tu Agathy , sporo psychologii przy dochodzeniu do rozwiązania zagadki, kto jest sprawcą…wiele obserwacji, spora znajomość człowieka, jego zachowań i ludzkiej duszy, a wszystko to okraszone wielkim poczuciem humoru. Dawno nie bawiłam się tak dobrze przy lekturze kryminału. A i autor, zdaje się , świetnie się pisząc owe opowiadanka, bawił…Takie, które najbardziej utkwiło mi w głowie, to pierwsze ze zbioru (za wielce poruszającą tematykę) i jedno z ostatnich, w których komisarz Montalbano pomaga swojej dziewczynie Livii, rozwiązać sprawę morderstwa jej przyjaciółki, ale pomaga rozwiązać sprawę listownie! To opowiadanie poza ciekawą formą listów, podobało mi się za zakończenie, kto przeczytał, czy przeczyta, będzie wiedzieć, co mam na myśli.

Książkę polecam!