Pan Nakato rozmawia z kotem…

…czyli w dodatku kulturalnym do "Dziennika" fragment książki mojego ulubionego pisarza, Haruki Murakami…(z bardzo smakowitymi ilustracjami Kota autorstwa Rafala Szczepaniaka). Już się nie mogę doczekać na książkę "Kafka nad morzem", a to dopiero 25 stycznia…to jeszcze TYLE dni!

Fragment książki zapowiada smakowitą lekturę, a akurat ten fragment powinien przypaść do gustu kociarzom wszystkim, jako, że jest to rozmowa z kotem. W dodatku tłumaczka ta sama, która tłumaczyła większość jego książek a której tłumaczenia bardzo mi do gustu przypadły, mianowicie Anna Zielińska-Elliott. Cieszę się więc na ucztę literacką, jaką będę miała już za …ile? policzmy, 11 dni? no, około, bo kto wie, kiedy książkę uda mi sie dopaść……..

Tak, mam fioła na punkcie książek Murakamiego i nie wstydzę się do tego przyznać. Ludzie mają różne fiołki, a ja taki, wolno mi, a co!:) I tak, nie mogę się już doczekać, kiedy nabędę książę, otworzę pierwszą jej stronę i…zagłębię się w lekturę………

Pewien mądry Pan E. powiedział kiedyś, że "czas jest względny" i miał wielką rację…W przypadku, kiedy czekasz na wymarzoną książkę czas wlecze się wyjątkowo wolno…

Walentynki idą, hej!!!

hej hej, czyli po czym poznaję, że nadciągają Walentynki ? (choć to w kalendarzu za miesiąc). Ano po tym, że statystyki mówią, że na mój blog trafia przypadkowo ileś tam osób szukającw google hasła "piosenki na Walentynki"…a owszem, z rok temu popełniłam takowy wpis komentując całkiem dobrą składankę z tej okazji dodaną do PANI.

To teraz, niech tam, niech szukający znajdą coś więcej. W tym roku, nie wiem, jak w innych pismach, na razie dodali składankę do "Twojego Stylu". Również calkiem przyzwoita (aczkolwiek ta z PANI ciągle bardziej mi się podoba). Nabyłam pismo li i jedynie dla horoskopu chińskiego (co tam dla Smoków się mówi na nadchodzacy chiński rok dzika, świni), a tu płytka. Przesłuchałam. Może być. 10 utworów, więc nie parę na krzyż.

Jak ktoś chce i przejrzeć pismo i poczytać horoskop i posłuchać muzyki, to zapraszam do kiosków.

wczoraj zniknęłam z bloga, bo grałam;)

nie, nie w kasynie;) ten hazard mnie nie kręci. W gierkę. Kompletnie nie jestem maniakiem gier komputerowych. Jedyne, jakie mnie kręcą, to te, w których trzeba wydostać się z pokoju uprzednio zebrawszy jakieś potrzebne do ucieczki przedmioty (ze 3 lata temu taką fajną ktoś nam podesłał, graliśmy razem z P. ) i Samorost. Właśnie te 3 lata temu ktoś też podrzucił mi (chyba B.?) grę Samorost, część pierwszą, a teraz , przyznaję się, wyczytałam w wielką radością na blogu Pentelki, że jest część druga (ona też dowiedziała od kogoś tam z kolei) i …wsiąkłam. Dotarłam sama bardzo daleko, z czego jestem dumna z siebie, jako, że jak na osobę, która kompletnie z grami nie ma nic wspólnego (prawie, samorost przecież:), nieźle mi poszło. Ale pomoc P. wczoraj okazała się niezbędna do wykrycia, jak wyrwać z niecnej pułapki ludka, kiedy już prawie udało mu się wyzwolić pieska…brzmi jak bredzenie, zastanawiacie się, co wzięłam? Nie, nic, po prostu bardzo lubię tę grę. Głównie za animację, niesamowite tło muzyczne i tak zwany całokształt.

Jakby ktoś chciał sobie zagrać, to hucznie polecam:

http://www.samorost.net/samorost2/

na dole strony jest odnośnik do Samorost 1 , jak Wam się spodoba;)