przedwczoraj w nocy późno była bardzo dobra widoczność…widać było gwiazdy i chmury nie zakrywały nieba. Późno kładłam się spać i tradycyjnie zerknęłam za okno, co tam słychać, jak Wiecie, mam "nowe" okno, w którym do późna się świeci, więc chwilkę w nie popatrzyłam, pokrzepiona, że też ktoś jeszcze nie śpi, a potem przeniosłam wzrok na niebo. I zadzwiłam się. Wśród gwiazd dostrzegłam obiekt. Oczywiście gwiazdę albo planetę. Była wyraźnie większa od innych. Specjalnie zaczęłam się jej przyglądać, czy to nie samolot, ale nie zmieniała położenia, a więc jakaś gwiazda…Hmm, UFO?:) pomyślałam żartobliwie, jako, że wydawała mi się nie okrągła, a nieco spłaszczona…Nawet przez chwilkę chciałam obudzić P., ale stwierdziłam, że może nie być zadowolony. Za to wczoraj opowiedziałam mu o moich nocnych odkryciach, On odpalił jakiś tam swój magiczny program astronomiczny i otóż, co mi doniósł? To, co przedwczoraj zaobserwowałam, to był ni mniej ni więcej , ale Saturn. A to owo spłaszczenie, to były prawdopodobnie jego pierścienie. Saturn jest widoczny w okresie jesieni właśnie tam, gdzie patrzyłam, więc chyba naprawdę…zrobiło to na mnie wrażenie, nie powiem…chyba w duszy jest we mnie niezrealizowany astronom, bo pasjami lubię wpatrywać się w gwiazdy…Kiedy jesteśmy w Grecji, to już w ogóle! Tam, to dopiero jest rozgwieżdżone niebo. Nawet mam swój własny kawałek, na którym gwiazdy układają się w pierwsza literę od mojego imienia, a jest to Kasjopeja:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kasjopeja_%28gwiazdozbi%C3%B3r%29
co prawda, wikipedia twierdzi, że układa się ona w literę W, ja jednak patrzę na nią, jak na literę M;)
