Polak Polakowi wilkiem, czyli…

Polonia na obczyźnie. Miałam iść czytać Murakamiego, ale …zatrzymał mnie komentarz Margi o jednym z "gości", który u niej na blogu się wpisał. Wpisał i popisał. W sumie wuj wie, jaki tam z niego ? niej? Polonus, może i taki, jak ze mnie, czyli jak z koziej dupy trąba, ale…ulał jadu. Takiego polskiego, swojskiego;) nie ma to tamto, konkretnie pokazał, co i jak. Hmmm, mam masę znajomych po świecie rozsianych. Całym świecie, żeby nie było. I niestety, mało z nich pozytywnie się o Polakach na świecie wyraża. A raczej o Polonii może. Ja wiem, że może są wyjątki i mam cichą nadzieję ,że są, bo jakoś tak głupio o własnym narodzie mieć tak kiepskie zdanie, ale…no właśnie, takie wpisy, jak u Margi jakoś mi w tym dobrym zdaniu nie pomagają.

Nie ma to jednak, jak polskie piekiełko. Człowiek czuje, że żyje;)
Buziam Was ;))))))))

bohater książkowy, który nigdy nie umiera..

…czyli, jak nie mogę przeczytać jednej książki Agathy. Leży sobie ona na półce i niby nęci a nie nęci. A dlaczego? Bo kiedyś nabyłam ją po przeczytaniu na forum o Agacie, że w niej umiera Poirot…opisuje jego ostatnią sprawę. Nabyłam i…właściwie wiem, że nie przeczytam. Zostaje w kolekcji. Ale przemóc się nie mogę. Wiem, wiem, to śmieszne, ale …nie mogę przeczytać. Dlaczego? A bo dla mnie Poirot nigdy nie umarł…on dalej jest. Dalej rozwiązuje sprawy…i dalej jest proszony tam, gdzie okazuje się, że potrzeba jest sprawnego umysłu, niezwykłej logiki…
A Wy? Macie jakiegoś bohatera książkowego, który żyje  i nigdy nie umiera?

„Frida”, Barbara Mujica.

Książkę nabyłam kiedyś dość przypadkowo, dawali "dwupak" z książką, którą bardzo chciałam mieć, a mianowicie "Moulin Rouge" Pierre la Mure’a. I tak sobie leżakowała na półce, aż stwierdziłam, że zobaczę, co to za dzieło…Bardziej nastawiałam się na biografię, tymczasem dość szybko zorientowałam się, że "Frida" to dość swobodna jednak interpretacja życia malarki popełniona przez autorkę. Szczerze mówiąc, wolałabym chyba właśnie coś na kształt solidniejszej biografii. Owszem, książka zajmująca, nawet wciągająca, napisana z perspektywy życia i wspomnień młodszej i czującej się nie tak docenianą, jak Frida, młodszej siostry artystki, ale to tylko wyobrażenie Mujicy, co i jak się mogło potoczyć, na podstawie listów Fridy i innych biografii jej dotyczących…

Chcącym przeczytać opis barwnego i  na pewno nie nudnego , nietuzinkowego życia artystki z Meksyku, mogę polecić, ale bardziej jako rozrywkę niż wierne oddanie życia i twórczości malarki…

zasypana listami…

zaczynam się do teorii mojego P. przychylać, że teraz na naszej poczcie stosują nową taktykę…zbierają listy i dopiero jak się kupka owych zbierze, to wtedy dopiero łaskawie roznoszą…bo i jak tu tłumaczyć fakt, że nie ma , nie ma nic a nagle kilka listów na raz? List od Monoli i kartka od niej i list z Litwy. Tym razem zdjęcia dzieciaczka mojej pierwszej i najdłuższej jak dotąd penpalki…drugiego syna urodziła we wrześniu i dostałam zdjęcia. Dzieciaczek bardzo fajny a i jej starszy syn wyrasta na ładnego chłopaczka. Najlepsze jednak, że na jednej focie była ona z bobasem i z jej psiakiem i trudno było zdecydować się, kto z nich wygląda najlepiej;)

Zdecydowaliśmy się nalepić nalepkę o niepozostawienie reklam, jaką dołączyli do kluczyków do skrzynek. Jak dla nas? Szkoda lasu…

tajemnicze zaginięcia na statkach wycieczkowych…

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3876528.html

taki link podesłał mi dzisiaj P. Muszę przyznać, że nie podejrzewałam, że tyle osób ginie podczas, zdawałoby się, niewinnego rejsu, rozrywki, która ma uprzyjemnić czas a nie stresować…

Taki rejs, (bez zaginięcia, oczywiście) , stanowił zawsze jedno z moich marzeń, jako, że lubię podróże i wodę, a teraz wcale nie jestem ciekawa, czy tak bym się zdecydowała…hmmm, dziwna sprawa.

pewna pani postanowiła zostać mamą…

…wuj z faktem, że ma 67 lat. Ona chce. Musi. Inaczej się udusi. Nieważne, że jest to daleko idący egoizm. Ona będzie mieć dzidzi. Bo tak. Bo jej się chciało mieć. Teraz.
Niby wiem, że można umrzeć mając dwadzieścia i kilka lat i osieracając dzieci, ale to jednak coś innego, los a nie świadome skazywanie dzieci na po pierwsze ekstremalnie starą matkę, po drugie, na fakt, że być może szybko osierocone zostaną…

Nie, aż tak po marzenia nie sięgnęłabym…z szacunku. Dla tych przyszłych dzieci. I samej siebie.

łapy mnie bolą od klaskania;)

ale warto było! Byliśmy dziś na Gali Mistrzów Europy w Łyżwiarstwie Figurowym, Warsaw 2007…dla tych, którzy nie wiedzą, a pewnie większość nie wie , to moje niespełnione marzenie…zostać łyżwiarką…figurową, oczywiście;) niestety, na tyle późno zaczęłam jazdę na łyżwach, że oczywiście mowy o nauce poważnej nie było…Teraz zostały mi więc pokazy, które oglądam z wielkim zaangażowaniem. I kiedy 2 lata temu wspomnieli, że w 2007 roku Mistrzostwa Europy odbędą się w Warszawie, wiedziałam, że na nich będę…i byłam. Nie na samych mistrzostwach, ale Gali , pokazach Mistrzów , co mi wystarczyło. I mimo, że moim zdaniem w paru punktach zawiodła organizacja, to olałam to, warto było!

Klaskałam więc, wołałam brawo (już jest chrypka!), machałam do ulubiobych zawodników i prawie się poryczałam, kiedy Dorota i Mariusz żegnali się z nami …ale powiedzieli, że…wrócą do Polski, by tu szkolić młodzież. Co nam się przyda, bo nie bardzo jest się czym pochwalić w tej dziedzinie sportu u nas…

Jak dobrze, że na to poszliśmy…..to było moje marzenie i fakt, że się udało, pokazał mi, że , przynajmniej niektóre moje marzenia, jednak się spełniają…..

A teraz, czekam na Mistrzostwa Świata!