Prezenty…

u Patekku ciekawa dyskusja na blogu o prezentach, które lubimy dostawać, które nas cieszą. Polecam , zajrzyjcie do Humanistki;)

Mnie się zmienia , o dziwo. z biegiem lat cieszą mnie coraz bardziej prezenty elektroniczne, na przykład odtwarzacz mp3, czy nowy telefon komórkowy…

Ale bardzo lubię też dostawać książki, płyty, filmy, bizuterię, coś, co ktoś zrobi dla mnie sam (te są bezcenne;)…3 lata temu dostałam pięknego Anioła z masy solnej, wykonanego przez netową znajomą. Znajomość się z jej strony urwała a Anioł pozostał, stoi na półce i cieszy oko;)

Ja zaś kiedyś kupowałam rzeczy, które mnie się podobały, jednak z biegiem czasu zaakceptowałam inną taktykę. Nawet jeśli mnie się coś nie do końca by spodobało, ale wiem, że obdarowywanemu tak, to jestem w stanie mu to nabyć. Tak zaczęłam wreszcie trafiać z prezentami dla pewnej osoby, z którą przez parę lat miałam problemy, co jej kupić.

Trzeba będzie w weekend wreszcie uzupełnić prezentowy worek, bo na razie marnie z prezentami 🙂 Zaledwie parę!

„Dolores Claiborne”, Stephen King.

Bardzo mi się ta książka podobała. Nawiasem mówiąc, miałam wrażenie czytając ją, że już kiedyś ją właśnie czytałam…Hmm, ale kiedy? No, nieważne.

Książka jest ciekawie napisana, bowiem jest to monolog tytułowej bohaterki, Dolores, którą spotykamy na posterunku miejscowej policji. Tak przy okazji, kolejny smaczny opis prowincjonalnej Ameryki wraz z jej dobrociami i grzeszkami, bardzo mi się podobał!

Dolores zostaje oskarżona o zamordowanie swojej wieloletniej pracodawczyni, Very. I kiedy zjawia się na posterunku, wyjawia prawdę o zupełnie innej zbrodni. Zaczyna się snuta przez Dolores opowieść o jej zyciu w małej wyspiarskiej miejscowości…

Kiedyś czytałam Kinga dla horrorów i strachów, teraz , od jakiegoś czasu bardziej cenię sobie jego umiejętność zajrzenia do wnętrza człowieka, w głąb jego duszy. Do wywleczenia na wierzch, czasem bolesnego tego, czego ludzie się wstydzą, o czym woleliby zapomnieć. Lubię jego spojrzenie na człowieka, z boku, nie osądzające niczego i żadnych zachowań. Lubię to, jak umie nazwać nasze marzenia, pragnienia, lęki i obawy…

"Dolores Claiborne" to fantastyczny opis życia w małym miasteczku, z perspektywy kobiety i jej losu. Przy okazji, zdanie , które utkwiło mi w pamięci, a mianowicie "czasem trzeba być bezduszną jędzą, żeby dać sobie radę w życiu. Czasem tylko to daje ci siłę…".

Miłośnikom Kinga, którzy nie czytali, hucznie polecam!

ps. w środę bodajże na TVN7 jest film na podstawie tej książki, to tak, jakby ktoś chciał zobaczyć,ja nie widziałam.

Czy można zacząć marzyć o złocie??

po dzisiejszej wygranej 3:1 z Bułgarią zaczynam powoli, nieśmiało zacząć marzyć, żeby ci nasi siatkarze w pięknym stylu zrobili nam prezent na Święta i wygrali to złoto…ale aż się boję , że takim życzeniem się zapeszy;) srebro też jest ok. Ale wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a chłopaki tak ładnie grają, z 10 meczy jeszcze żadnego nie przegrali. Idą , jak burza!
Trzymam mocno za nich kciuki i niech się spełnią marzenia.

Nawiasem mówiąc, Plus wie, kogo sponsorować;)