, która natchnęła mnie do machnięcia wpisu. Ale może i lepiej. Bo co będzie tak wisiał ten o koszmarze na pierwszym miejscu. Jeszcze sobie pomyślicie, że jakaś smuta jestem hahaha;) (optymistka stulecia się odezwała;).
O dotyku. Jak to kiedyś na forum pisałyśmy, ja też , jak Daria, która porusza ten problem, z tych niedotykalskich. Oczywiście wszelkie buźki i całuski są dla mnie mało przyjemnym zwyczajem, niestety, w niektórych rodzinach nie da się tego ominąć …
Tak, czy siak, cierpię również, kiedy dotykają mnie obce osoby i muszę się mocno kontrolować, żeby , jak jestem w gorszej formie się nie odezwać "a co mnie pani tak dotyka, sio!"…nie cierpię też "stadności", która w naszym narodzie polega głównie na tym, że kiedy jest na przykład pusta poczekalnia gdzieś tam i ja siedzę na krzesełku, to oczywiście jak wejdzie nowa osoba to MUSI usiąść koło mnie. MUSI i już. Inaczej się udusi. Czy ja mam może jakiś przymilny wyraz pyska wtedy, czy jak? Nie wiem, ale muszę chyba popracować nad odpychającym wyrazem twarzy;)
Na pierwszym spotkaniu z P. też miała miejsce "akcja dotyk", hehe, bez skojarzeń, proszę. Otóż, kiedy wytoczyliśmy się z knajpki, w której się zapoznaliśmy i z naszym towarzystwem, wszyscy jeszcze chwilkę gwarzyli. Jako, że był późny listopad (niech Was nie zmyli, nie ten tegoroczny, wiosenny, a taki realny z prawdziwym wieczornym mrozikiem), miałam na sobie puchową kurtkę, jako, żem zmarźlak. P. podszedł i wyciągnął łapę i zaczął międlić moją kurtkę równocześnie pytając "Co nosisz, jak jest naprawdę zimno?" (On bowiem z tego typu luda, że coś cieplejszego wkłada jedynie przy trzaskającym mrozie, a nie tam jakichś głupich -5C)…Ja w tym momencie podobno wyglądałam, jak Bazyliszek. Pamiętam tylko, że bardzo się powstrzymałam, żeby mu w tę łapę nie przylać;) Wysyczałam tylko "Co mnie dotykasz?"…Hehe, potem dałam mu się podotykać, ale to było trochę później i nie należy do tej opowieści;)
Tak, czy siak, chłopak przynajmniej poznał jedną z mrocznych stron swojej przyszłej kobiety i jakoś się nie przejął. Twardy jest, co?
A Wy? Macie jakieś osobiste schizy? Bo ja do niedotykalstwa się przyznaję i nie zamierzam wmówić sobie, że mam to zwalczać. 🙂
