…to nie dla mnie…
Ja z tych, co nie lubią Sylwestra. Ale moment…od jakichś 2? lat zmieniam zdanie. A mianowicie. Inaczej do tego podchodzę. Ja go nawet nie to, że nie lubię, ale nie lubiłam ze względu na presję. Że mam wyjść. Że mam się dobrze bawić (a na mnie Sylwester działa melancholijnie, to taki czas podsumowań , refleksji)…
Te dialogi "Dokąd idziecie na Sylwestra?" …Jak to w domu? sami?"…I ta presja, że straszne, że nie można, że nie wypada, że masz się "bawić, wyjść, udawać lub nie, że świetnie się bawisz itd"…Już byłam na kilku takich Sylwestrach, na których wcale się dobrze nie bawiłam, szczerze mówiąc… A mnie jest dobrze, jak jest. I odkąd zaczęłam odpowiadać , że "tak, w domu i dobrze mi z tym", lepiej się czuję. Właściwie zabawnie jest patrzeć na miny niektórych, którym zostanie z partnerem , we dwoje i spędzenie tego dnia razem, kojarzy się z koszmarem. Mnie nie i pewnie dlatego taka różnica.
Tak więc, może warto uszanować cudze gusta? Jeden lubi tłum i spęd a drugi nie, ot co;)
Może i zacznę nawet lubić Sylwestry, skoro tak ładnie do nich zaczynam na spokojnie podchodzić?
Dwa lata temu w ostatniej chwili umówiliśmy się ze znajomymi z netu. Można powiedzieć, że to było mocno ryzykowne spotkanie, jako, że się nie znaliśmy. Ale spotkanie okazało się zabawne, ciekawe. Niemniej jednak naprawdę nie cierpię z tego powodu, że nie wychodzimy gdzieś w tym roku. Jest dobrze, a mam nadzieję, będzie jeszcze lepiej;)