…na głowie, czyli mała zmiana na Święta. Mała i nietrwała, jako, że z szamponetki. Dojrzewam do zrobienia farbą, ale na razie lubię fakt, że nie jest to zmiana na dłużej…w każdym razie jest coś niecoś inaczej, niż na codzień. Wczoraj wyszliśmy wieczorem na spacer po okolicy. Po dniu spędzonym na gospodarczych sprawach chcieliśmy się nieco przejść. Poza tym, szykuje się przecież seria siedzenia przy stole…Zajrzeliśmy do nowego "Batiku". Przenieśli go z K.E.N na Wąwozową. Wydaje się, że na większej powierzchni powinno być więcej przedmiotów, ale widzę,że "poszli"w meble raczej. Mniej przedmiotów użytkowych chyba, trochę szkoda. Zajrzeliśmy też do księgarni, skąd wyszłam z opowiadaniami Beaty Tyszkiewicz pod pachą. Książki są tam droższe, niż na Merlinie, ale co jakiś czas zachodzimy tam po jakieś zakupy, bo cenimy fakt posiadania księgarni z prawdziwego zdarzenia tak blisko nas. No więc dwie książki, w tym dla mnie Tyszkiewicz. Nie można powiedzieć, krzepi mnie fakt, że Kabatczycy chyba lubią czytać. Zawsze tam jest garstka kupujących, teraz była pani, która szukała książki, usiłowała powiedzieć sprzedawcy, o co jej chodzi, już po dwóch zdaniach wiedziałam, że chodzi jej o Zadie Smith "O pięknie" (mimo, że nie czytałam), ale sama spostrzegła książkę na półce. Aż się odezwałam "wiedziałam, że to o to chodzi:)".
Lubię chyba te nasze Kabaty, mimo, że to moja bardzo nowa lokalna ojczyzna, szczególnie lubię, kiedy pustoszeją w okolicach Świąt, czy długich weekendów;)
