koszmar…

Ostatnio miałam koszmar…ale taki prawdziwy, wiecie, jak z horrorów, w których komuś śni się zupełnie inna rzeczywistość. Z tym, że w horrorach śniący orientuje się, że sen nie jest snem  a rzeczywistością a ja na szczęście wreszcie się z niego obudziłam…Śniło mi się, że jestem w jakimś tunelu, miał nisko opuszczony sufit, w pewnym momencie miałam wręcz wrażenie, że jest to niemal trumna…pamiętam, że niby się obudziłam, ale wydawało mi się dalej, że to ciągle ten tunel…zaczęłam krzyczeć, oczywiście obudziłam P., który usilnie zaczął mnie przekonywać, że już dobrze, że jestem u nas w sypialni…pamiętam też to uczucie ulgi, kiedy zorientowałam się, że faktycznie to nieprawda, że to był tylko koszmar…uczucie wielkiej ulgi…
Cóż, widać, że ostatnio mam gonitwę myśli, że kłębią mi się one po łbie i od razu wyłażą w śnie………..

wróżba z chińskiego ciasteczka;)

"Kto za dużo obejmuje, ściska słabo"…

czyli jak zawsze mądre i życiowe;) Nic na siłę…odpuścić, a pewne sprawy same się poukładają. Ja to przynajmniej tak traktuję. Skupić się na jednej sprawie a nie na wielu na raz i będzie dobrze. Spokój. Zen, bracie, Zen;) czyli tylko spokój nas może uratować:)