pamięć…

…pod wpływem dyskusji na pewnym forum o pamięci. Ktoś napisał, że ma wspomnienie z czasu, kiedy miał 2 lata i coś tam , ktoś odpisał, że to niemożliwe…a ja twierdzę, że nieprawda, że można mieć takie wczesne wspomnienia. Jedno z moich wczesnych, to jak miałam ze 3 lata. I wiem, że znam to nie z opowieści a faktycznie pamiętam.
Jest jeszcze jedno wspomnienie, ale jest tak niemożliwie wczesne, że aż samej nie chce mi się wierzyć;) więc zostawiam je dla siebie.

A Wy? Jak najwcześniej umiecie sięgnąć pamięcią?

„Płacząca Zuzanna”, Alona Kimchi.

Książka została wydana w W.A.B w "Serii z Miotłą". Jest to bardzo dobra książka o relacjach matki i córki , a także o dojrzewaniu do bycia samodzielną, autonomiczną jednostką…

33letnia Suzanna Rabin (nie , nie z "tych" Rabinów), mieszka wraz ze swoją matką na przedmieściach Tel Awiwu. Niemniej jednak od razu uprzedzam, że kogoś, kto liczy na polityczne wstręty czy realia z życia w stanie napięcia na Bliskim Wschodzie, spotka zawód. To książka o emocjach i o życiu, najmniej o polityce.

Suzanna jest osobą nadwrażliwą, co poniektórzy nawet zapewne powiedzieliby wprost "ma masę schiz i zahamowań, jest typem depresyjnym", ale jakoś egzystuje pod czujnym i troskliwym okiem nieco nadopiekuńczej matki. Wszystko zmienia się z dnia na dzień, kiedy obie panie otrzymują list od krewnej z Ameryki, proszącej o to, aby jej syn a młodszy kuzyn Suzanny, mógł na jakiś czas zatrzymać się u nich, gdyż zamierza spędzić jakiś czas w kraju przodków…

Ta wizyta będzie momentem przełomowym w życiu Suzanny i jej matki…Suzannie pozwoli spojrzeć inaczej na swoje dotychczasowe życie, zakocha się też pierwszy raz w swoim 33 letnim życiu.

To książka o sile psychicznej pępowiny, którą o dziwo, można jednak kiedyś przeciąć…to książka o odkrywaniu samej siebie, nawet jeśli jest się pewnym, że zna się już siebie na wylot. To w końcu książka o sile miłości w różnych jej wymiarach i tym, że życie jednak zawsze zwycięża…..Bardzo mi się podobała i polecam!

Z książki wypisałam sobie parę zdań, które szczególnie zrobiły na mnie wrażenie:

"Są ludzie, którzy im bardziej wydają się szczerzy i otwarci, tym bardziej okazują się skryci. Im więcej mówią o sobie, tym mniej o nich wiesz. A może nawet nie chcesz więcej o nich wiedzieć, ale coś w ich otwartości, autentyczności, w pewnej przesadzie, wywołuje w tobie , to znaczy we mnie, niedosyt informacji. Poczucie tajemnicy. Dyskomfort. Wiem, że mówią prawdę. Że nie kłamią. Może to nadmiar prawdy. Może nawet prawda powinna mieć jakieś granice po to, by była jawna".

25 lat temu…

…miałam 5 lat i niewiele pamiętam (może to dobrze, bo znaczy, że jako dziecko żyło mi się wtedy dobrze i bezpiecznie?). Pamiętam rozczarowanie faktem nie obejrzenia Teleranka i tego, że nie poszłam z Ojcem na występ "Gawędy", na który mieliśmy pójść w niedzielę wieczorem…Pamiętam jeszcze, że podeszliśmy do okna i powiedział, żebym zapamiętała widok , który faktycznie udało mi się zapamiętać…naszą ulicą jechała kolumna czołgów. Potem już tylko wiem z opowiadań rodziców, że miałam parę odkrywczych pomysłów, chciałam zakładać Solidarność w przedszkolu;) , na drzwiach pokoju w babcinym domu zawiesiłam kartkę z napisem "pokój internowanych",  zbierałam znaczki Solidarności, które wisiały sobie nad łóżeczkiem moim, kiedy przyszło dwóch smutnych panów i straszyło Mamę, że "pani powie mężowi, żeby się nie angażował, dziecko macie"…dzisiejsza młodzież traktuje pewnie tamten czas, jako jakiś tam kawałek historii, który sobie był i pewnie dla większości z nich jest nieważny, ale ja się cieszę, że coś tam z tego czasu pamiętam, że w jakiś sposób uczestniczyłam w najnowszej historii Polski , nawet jeśli jako bardzo młody człowieczek…