to był dla mnie bardzo dziwny rok…W którym dobre momenty przekładały się z nieciakwymi, ot taki przekładaniec…Rok, w którym zrozumiałam kilka spraw. Po pierwsze, że przyjaciele są ale i z dnia na dzień mogą zostawić. Bo tak. Bo widać coś, co się latami buduje nie jest tak ważne, jak nam się wydaje…nie jest wystarczająco silne. Że zdrowie, to najważniejsze, o co będę walczyć. Że rodzina daje bardzo wielkie oparcie, może nie ta od powiedzeń ze zdjęciem, ale ta najbliższa…Poznałam kilka osób, które okazały się ciekawe i kilka, z którymi kontakt kompletnie nam nie wyszedł. Nie zagrało i już. Spotkałam osobiście kogoś, z kim od dawna pisałam. I po spotkaniu kontakt utrzymujemy nadal, a to ważne.
Ten rok przyniósł dwie wspaniałe podróże i także sporo problemów. Poczucie, że nastrojem sięgam dna i sporo czarnych myśli. Ale i wiarę, że nie jest aż tak źle, że w przyszłym roku pokonam przeciwności.
To, co, zeby nie smęcić (chociaż Wiecie, że dla mnie ten dzień, to refleksyjny i podsumowaniowy dzień), otwieram wirtualną imprezkę. Można wpaść i częstować się, na stole łosoś, sałatka grecka , a jak ktoś zażyczy sobie ciepłe, to mogą być pierożki z kapustą i grzybami, a także barszczyk z pasztecikami.
Do tego masa wybornego wina, do wyboru białe albo czerwone (ja zostaję przy czerwonym;).
Częstujcie się…;)

