eksperyment socjologiczny czyli…

…z popularnością mi nie do twarzy;)

Wczoraj szanowna Gazeta zrobiła mały eksperyment socjologiczno kulturowy, czyli podała link do mojego bloga na głównej stronie gazety. Po pierwsze, nie zauważyłabym tego faktu sama, bo wchodząc na stronę Gazety albo czytam wiadomości albo wchodzę na fora, ale poinformowały mnie o tym trzy osoby z trzech niezależnych źródeł.
No, ale kiedy już się dowiedziałam, zastanawiałam się, czy mi się to podoba. I doszłam do wniosku, że cenię sobie jednak to moje złudne, wiem, wiem, ale poczucie kameralności.

Okazuje się bowiem, że mam czytaczy. Wiem to z innych źródeł;) Pozdrawiam Was Czytacze przy tej okazji;)

Ale co innego taka trochę nieświadomość, że jest się czytanym przez większą ilość osób, niż się zdaje, a co innego mieć świadomość, że zaraz może to być faktem.

Tym bardziej, że dali linka do kontrowersyjnego tematu.

Nie ukrywam, że bałam się, że pojawi się sporo nowych osób(w nawiasie-niekoniecznie wszystkich miłych i grzecznych). Wiem, co dzieje się, kiedy nasze japońskie forum pojawia się na głównej stronie. Co prawda w większości przypadków pojawiają się w miarę grzeczni rozmówcy a przynajmniej nie za bardzo napastliwi i agresywni słownie, ale …co innego forum (miejsce, jak sama nazwa mówi, służące do dyskusji), a co innego blog, a dla mnie oznacza to takie "moje" miejsce w sieci, miejsce, w którym chcę czuć się dobrze i w którym chcę, aby moi pisacze czuli się miło…

Hm, wynik eksperymentu na szczęście mniej pesymistyczny, niż się spodziewałam, ale nie wiem, czy mam ochotę na więcej takich. Nie piszę bloga dla popularności. To miejsce moje nigdy nie będzie na TOP Blox czy Polecamy i…dobrze, bo z popularnością mi kompletnie nie do twarzy.

Pozdrawiam;)

ps. ale polecają niezłe blogi, właśnie na jeden zajrzałam. Hucznie polecam!

http://uslyszane.blox.pl/html

„O krok”, Henning Mankell.

I kolejny kryminał autorstwa znakomicie piszącego Szweda.

Tym razem akcja zaczyna się podczas Nocy Świętojańskiej, kiedy zamordowana zostaje grupa młodych ludzi urządzających sobie zabawę , a raczej zabawę z użyciem przebrań i odtwarzająca swoisty spektakl.
Następnie, co jest wielkim ciosem dla całego zespoły, brutalnie zostaje zamordowany kolega z zespołu Wallandera. Podobnie, jak młodzi ludzie, zostaje on zastrzelony. Powstaje pytanie, czy oba te przypadki nie zbiegają się w którymś punkcie?

Komisarz Wallander będzie musiał kolejny raz stanąć naprzeciw groźnego przeciwnika jakim jest zbrodniarz, do szybkiej pracy motywowany nieprzychylnymi komentarzami prasy i mediów.

Podobnie, jak u Marininy , kryminały Mankella są dość długie, opisują bowiem drobiazgowo zarówno życie komisarza , jego myśli, refleksje, przemyślenia, jak również toczące się śledztwo, co jednak nie jest ich wadą, a moim zdaniem zaletą.
Polecam!

dzisiaj odszedł…

Marek Grechuta. To fakt, że fazę na jego piosenki miałam dawno temu i nie mogłabym teraz z czystym sumieniem powiedzieć, że codziennie go słucham, ale to on między innymi w tych piosenkach nauczył mnie jakiegoś wrażliwszego spojrzenia na świat…
Naszła mnie taka refleksja…odchodzi Ich coraz więcej i coraz częściej słyszymy te wiadomości o ich śmierci…i zostanie nam za chwilę taka obrzydliwie szara przeciętność albo dno, pokryte złotkiem, które jak brokat źle nalepiony, odkleja się i sypie…jedno jest pewne, kiedyś tam po śmierci tych naszych topowych obecnie gwiazdeczek, nie będzie takiego poruszenia, jak dzisiaj, na necie, na blogach, w rozmowach, jakie prowadziłam…
Coś w tym jest, że nawet odchodzą, jak wielcy…

update do wpisu…zajrzałam na Merlina, ot, zorientować się , co tam w książkach i aż mi się niesmacznie zrobiło…po lewej stronie wpis, że zmarł i "zobacz wszystkie płyty"…w dzisiejszych czasach nawet na śmierci można zarobić…
Nie wiem, czy się dziś czepiam, czy co…

podkradzione w necie;)

Naukowcy udowodnili, że gusta kobiet, co do wyglądu mężczyzny zmieniają się w
zależności od pory cyklu, w której się znajdują. I tak, kobietom podczas
owulacji podobają się mężczyźni umięśnieni z wyrazistymi rysami twarzy.
Kobiety przed okresem natomiast, wolałyby patrzeć na mężczyzn z obitą i
poparzoną napalmem twarzą, skręconym karkiem, zmiażdżonymi dłońmi i piłą
łańcuchową tkwiącą w d***e.

Dzień japoński…

w klubie kultury w Wawrze. I , całkiem udana impreza. Jak na imprezę zorganizowaną na dość niewielkiej powierzchni, udało się moim zdaniem zmieścić wszystkie te rzeczy, które przeciętny Polak kojarzy z Japonią. Był więc stolik, przy którym można było rozegrać partię Go, był stolik z origami,które oczywiście można było sobie złożyć. Za symboliczną opłatą pani od kaligrafii wypisywała twoje imię. Ja zażyczyłam sobie nie imię a Smoka , jako, że w horoskopie chińskim jestem Smokiem. Był pokaz ceremonii parzenia herbaty i pokaz ubierania w kimono (pół godziny, jak w pysk dał;). Był pokaz kendo. Można też było zobaczyć film w kąciku filmowym czy obejrzeć wystawę fotografii. Była też możliwość skosztowania sushi i paru innych japońskich przysmaków.
Spotkałam osobę, która na moim japońskim forum pisze nam właśnie czasem o takich japońskich imprezach, więc podziękowałam jej za te wieści, które nam podsyła. Zaprosiłam też jeszcze jedną dziewczynę do odwiedzenia naszego forum, nie wiem, czy się zdecyduje, ale byłoby miło i ciekawie, tym bardziej, że spędziła tam rok  i ma chyba jeszcze inne spojrzenie na Japonię, niż te prezentowane na naszym forum. Fajnie by było, gdyby zajrzała i popisała z nami…
Ogólnie zadowolona jestem z pójścia na ten dzień japoński.

„Shutter, Widmo”…horror…

…czyli horror z Tajlandii. I to w dodatku jeden z lepszych, jakie widziałam. Jako miłośniczka horrorów a szczególnie tych ze Wschodu, mogę więc polecić tym, którzy lubią się pobać.
Dwoje młodych ludzi, Tun i jego dziewczyna Jane, wraca z zakrapianej imprezki i potrąca samochodem kobietę. Przerażeni możliwymi konsekwencjami po odkryciu przez policję faktu bycia przez nich nietrzeźwymi, uciekają z miejsca wypadku. Od tej pory zaczynają dziać się wokół nich różne dziwne rzeczy. Na zdjęciach Tuna, który jest zawodowym fotgrafem, pojawiają się dziwne smugi, które okażą się być duchem, stan zdrowia Tuna pogarsza się, dzieje się wiele niewyjaśnionych zdarzeń, a najbliżsi przyjaciele Tuna popełniają samobójstwo.
Okazuje się, że w życiu Tuna miała miejsce historia, której konsekwencją są właśnie dziejące się wydarzenia. Na końcu poznajemy wyjaśnienie zagadki.
Wszystko opowiedziane w półmroku, z należytymi horrorowi dodatkami w postaci odpowiedniej muzyki i elementów mających nas nastraszyć (udaje się)…
Polecam wszystkim, którzy lubią takie kino.

pełnia to, czy inne powody…

…w każdym razie noc dzisiaj taka sobie. Po pierwsze, położyłam się spać z bólem głowy. Nie bardzo dużym, ale wystarczającym, żeby nie było do końca dobrze…Budziłam się , chwilkę poczytałam, nie mogłam zasnąć, jakaś gonitwa myśli, natłok tychże myśli, które, jak te koty, zawsze czarne najbardziej właśnie w nocy…W rezultacie złe sny, ale mam nadzieję, że już dzisiaj będzie lepiej i że wyśpię się dobrze…Z tego, co widzę, nie ja jedna miałam dziś taką sobie noc…

Kto dostanie literackiego Nobla…

w tym roku? Kandydatów jak zawsze trochę a między innymi Murakami. Jeszcze macie wątpliwości, za kogo trzymam kciuki?:)

Z tym, że tu wykażę się realizmem i powiem, że moim zdaniem nie dostanie. Ostatnio te nagrody literackie są przyznawane według politycznego klucza…

Ale pomarzyć o nagrodzie dla ulubionego pisarza zawsze warto;)

Z placu boju o zegarek…

…a raczej z miło załatwionej sprawy (przynajmniej na razie) wynika, że chyba błąd leży po stronie zegarmistrza. Tak przynajmniej twierdzą w serwisie Swatcha. Oddali zegarek, ten sam, stwierdzając, że tylko bateria się wyczerpała. Czemu u zegarmistrza nie działał po włożeniu nowej baterii? Nie wiem. Dziwne, bo od razu dałam do wymiany bateriijeszcze jeden najrzadziej używany zegarek i ten po wymianie chodzi dobrze. Włożyli nową baterię i tyle. Hm, mam nadzieję, że to tylko o to chodziło jednak, ale co w takim razie z zegarmistrzem? P. twierdzi, że jego zegarek po wymianie baterii coś zaczyna dziwnie chodzić, czyżby jednak zegarmistrz się źle spisywał? No i trzeba znaleźć nowego, a to wcale się proste takie nie wydaje.
Najważniejsze, że zegarek jest na chodzie…

„Piąta Kobieta”, Henning Mankell.

Kolejny kryminał Henninga Mankella, który przeczytałam i który mnie zachwycił. O ile kryminał może zachwycać. Po Marininie i Donnie Leon mam kolejnego ulubionego pisarza kryminałów (Agatha Christie zajmuje miejsce pierwsze i na stałe i nie muszę jej za każdym razem wymieniać).

"Piąta Kobieta" zaczyna się w Algierze, gdy religijni fanatycy mordują brutalnie cztery zakonnice i tytułową "piątą kobietę", szwedzką turystkę, która korzystając z niskiej ceny noclegu spędzała tam czas.

W rok po tym wydarzeniu, o którym w Szwecji nikt oprócz jednej osoby nie wie, w Szwecji właśnie rozpoczyna się seria brutalnych morderstw mężczyzn. Jeden z nich ginie wrzucony do rowu z zaostrzonymi palami, drugi zostaje znaleziony uduszony w lesie, trzeci zostaje utopiony w wodzie, gdzie został wrzucony w worku, gdy jeszcze żył…

I znowu na czele śledztwa stanie komisarz Kurt Wallander, któremu przyjdzie zmierzyć się nie tylko ze śledztwem, ale i nagłą i niespodziewaną śmiercią ojca, z którym dopiero co zaczął odzyskiwać nadszarpnięte dawniej dobre kontakty, własną żałobą po tymże wydarzeniu, a także z wielkimi zmianami społeczno kulturowymi jego ojczyzny, które najlepiej widzi podczas coraz bardziej wyrafinowanych i brutalnych zbrodni , z jakimi podczas jego kariery przyjdzie mu się zmierzyć.

Bardzo polubiłam styl kryminałów Mankella. Odpowiada mi to, co widzę też u Marininy i Leon , to, że jest tak jeszcze rys psychologiczny, pewne szczegóły kulturowo społeczne. Bardzo pasuje mi to właśnie, że nie tylko o zbrodni i śledztwie jest w tych książkach. Podoba mi się postać głównego bohatera, jest wiarygodna, nie papierowa, taka realna.

Stałam się miłośniczką kryminałów Henninga Mankella;)

Przede mną teraz jego "O krok";))