sposób na jesień…

nie ukrywam, że echosonda vel pikuu nastroił mnie do stworzenia tego wpisu.

Ale nie tylko…już weekend pokazał, że jak zawsze słusznie nie dałam nabrać się hasłom "złota polska jesień", jako, że ta trwa niedlugo, a zamiast niej mamy szarą, pluchatą, zimną i przygnębiającą…przynajmniej ja tak jesień odbieram i mam do tego prawo;) Nawet wczoraj powiedziałam do P. "Wiesz, co roku ona usiłuje mnie nabrać na początku , że niby taka miła, nieupalna i przyjemna, a potem nadchodzi taki dzień, jak dziś z 10C i deszczem w oczy, żebym załapała, że to znowu podpucha"…

Wpis ten adresuję głównie do tych, którzy jesień odbierają podobnie do mnie. Ci, którzy tę porę roku uwielbiają proszeni są o nie wsadzanie kija w mrowisko;) Niecierpiący bowiem tej pory jesieni mogą stać się nadmiernie agresywni i zacząć gryźć.

Jakie macie sposoby na to, żeby tę jesień przetrwać?

Echosondo, współczuję, że u Was nie grzeją…u nas zaczęli w zeszły wtorek i dobrze, bo już naprawdę zaczynało mrozić…a przynajmniej ja to tak odczuwałam…

Co pomaga przetrwać nam tę porę roku?

Druga osoba koło nas;) To na pewno, ale co jeszcze?

Ja , oczywiście odpowiem, co pomaga mnie, książki. Ale czy one nie są moim stałym poprawiaczem nastroju?

Na jesieni bardzo często kryminały. Nie wiem, z czego to wynika, czy z mroku , który nastaje wcześniej i takiej właśnie atmosferki wokół, czy też z mojego nastroju mrocznego jesienią? Fakt, faktem, że zaczytuję się kryminałami. Ale oczywiście, nie tylko. Tak więc książki…

Poza tym, grzane wino. O tak! To jest to. Kubek grzańca, dobra książka i dobra muzyka w tle. W zależności. Jak już nastrój całkiem padnięty, to raczej jakieś brazylijskie rytmy, coś, co rozweseli…co przyniesie mi słońce, chociażby swoim brzmieniem…jeśli nie całkiem skapcaniały nastrój, to jesiennie słucham Norah Jones, Katie Melua, Sade…

Nie od czapy jest spotkanie z kimś bliskim, ale z kimś, z kim czuję się naprawdę dobrze, z kim mogę sobie pogadać i pomilczeć.

No i emaile i listy. Emaile od tych, którzy listów nie piszą. A prawdziwe , papierowe listy, które najpierw się ze zniecierpliwieniem wyjmuje z koperty, czyta ze smakiem a potem na nie odpowiada, to jest to;)

No i pocztówki moje, które jak Wiecie zbieram . Często je sobie oglądam i przeglądam właśnie na jesieni, szczególnie te z ukochanej Grecji, ale nie tylko, oczywiście…

Smakowe herbaty, to również coś, czym na jesieni nie pogardzę…

Również częściej zaglądam na moją stronę o podróżach, przeglądam zdjęcia, staram się przenieść do słonecznych miejsc…nie pogardziłabym jakąś podróżą, ale do ciepłego teraz miejsca. Niekoniecznie upalnego, ale przynajmniej takiego, w którym nie muszę nosić ciepłej kurtki i butów jesiennych…

A Wy? Macie jakieś swoje sposoby na jesień??

weekend należał do tych spokojnych…

w sobotę poszliśmy na imprezkę rodzinną. Ponieważ imprezka wieczorem, a coś zjeść się chciało (ale robić obiadu mniej:) wypróbowaliśmy jedną z nowych pizzerii, jakie nam jakiś czas temu otworzono. Okazuje się, że pizza całkiem przyzwoita. O dziwo, nie przesolona, więc nie chciało nam się potem pić, jak jakiemu Smokowi Wawelskiemu. Będziemy jeszcze zamawiać na pewno. I ponieważ pizzeria blisko w miarę, pizza dowieziona ciepła, co ma zalety, nie trzeba zaczynać od podgrzewania jej.

Wczoraj dużo spokojniej. Dzień spędzony głównie w domu. Dobry obiad, czytanie książek. Trochę TV. Podczas obiadu na Dwójce włączona była szansa na sukces. Nie widzieliśmy od początku. Patrzymy, a kto to dziś jest wyśpiewywany? Babka. Mann się do niej Urszulo zwraca. Ale co to za Urszula? I nagle olśnienie. To TA Urszula? Rety, jak kobieta niekorzystnie wygląda. Niestety, roztyła się. Twarz się momentalnie zmieniła. Zupełnie bym jej nie poznała…nie wiem, co jest przyczyną…czy klima? czy jakieś inne czynniki? Ale przecież niedawno całkiem niezła laska z niej była…

Zaczęłam czytać "Śmierć w La Fenice", Donny Leon. Lubię jej kryminały;)

Joanna Chmielewska, autobiografia…

…czyli mniam mniam lektura. Wielki poprawiacz humoru, którego zdecydowanie nie należy czytać chcąc, aby inni o naszym czytaniu (na przykład na nudnych wykładach czy konferencji) się nie dowiedzieli (tak się bowiem można przy lekturze pośmiać, że na pewno inni zauważą). Pochłonęłam wznowienie kolejnych części autobiografii, część drugą i trzecią, czyli "Pierwszą Młodość" i "Drugą Młodość" i nieźle się przy tym uśmiałam. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, bowiem o ile się orientuję brak nam teraz części czwartej i piatej.
Wielbicielom Chmielewskiej, ale nie tylko, hucznie polecam;)

zmiany, zmiany…

jesienne…już wczoraj poczułam, że coś na blogu chcę zmienić. Idzie jesień, a ta jesień, którą miło wspominam , kojarzy mi się z ciepłym domem, ogrzanym, podjadaniem obranych mandarynek, miłą ciepłą rozmową, albo dobrą muzyką w tle i ciekawą książką…

Jak się Wam podoba zmiana? Szablony do pobrania znajdziecie w linku "super szablony do blogów" poniżej listy blogów, które odwiedzam…chętnym do zmian polecam. Jest tam wiele fajnych do ściągnięcia…

spotkanie kabackie…

po pewnej przerwie poszłam jednak. Dziś sama, bo P. podziębiony, chciał się wygrzać. A ja jednak ruszyłam. No i w sumie nie żałuję. Pogadaliśmy jak zawsze trochę prywatnie a trochę o tej naszej małej społeczności lokalnej i dzielnicy.
Na te nasze spotkania przychodzi od lat podobne grono osób, w sumie nie wiem,czemu nowe nie chcą dołączyć. Może ludzie nie chcą stracić anonimowości w necie…

wyj…

…czyli małe wyjaśnienie. Wyj od pewnego pana, który nie bardzo radził sobie z klawiaturą i chcąc wysłać prośbę o wyjaśnienie czegoś tam do pracowników wysyłał komunikat "proszę o wyja"…

Co do wyja więc, to badania, które mnie ucieszyły, to nie moje, a kogoś z bliskich. Bardzo się martwiłam, że będzie to nie najlepsze, na szczęście nie, jest dobrze.

Moje na szczęście nie dotyczyły tak poważnych spraw ale dla mnie ważnych i te ciągle nie są takie, jak trzeba, ale nie poddam się nic a nic:) walczę sobie pomalutku…

nie ma mnie…

dziś w nocy źle spałam…miałam złe sny;(

Myślę, że to efekt pewnych spraw. Wyniki nie takie, jak bym sobie wymarzyła. Znowu leczenie.

Nie chcę o tym pisać…

Dziś mam dzień zamykania się w skorupce, jak kasztan. Albo jeszcze lepiej, jak jeż. Zamykam się w sobie, wystawiam małe kolce i chwilowo mnie nie ma…