„Koniec Niewinności”, Ami Sakurai…

…czyli japońska książka napisana przez kobietę, która teraz jest dziennikarką a kiedyś , jako nastolatka, była prostytutką spotykającą się ze starszymi facetami. To tak w skrócie. Zainteresowało mnie głównie dla tej japońskości, poza tym, temat nielekki, na pewno nie poruszany zbyt często w czasie rozmów o Japonii. Młodociana prostytucja stanowi źródło utrzymania i zapewnienie wszelkich markowych zachcianek dla sporej ilości japońskich nastolatek. Tu przedstawiony nie tylko ten problem. Również problem rozpadającej się rodziny a może nawet jej nie istnienia nigdy, zagubienia, niemożności odnalezienia się młodej osoby w świecie , który wyraźnie jej nie kocha. Książka jednak opowiada w bardzo brutalny sposób o seksie i szczerze mówiąc, nie polecam jej osobom, które nie są teraz w nastroju na coś dość ciężkawego. Powiem tak. Szczerze mówiąc, nic odkrywczego nie zostało tam napisane. Jedno dobre, że według mnie, tłumaczka się spisała i czyta się szybko. Nie to, żebym specjalnie polecała…

Płyty…

zostały przesłuchane , na razie po jednym razie …ale są dobre, tak, jak miałam nadzieję.
Płyta "Bisquit" pod tytułem "Inny Smak", to takie właśnie bardzo smakowite ciasteczko…głos wokalistki, Joanny Włodarskiej, przywodzi mi na myśl trochę styl i głos Katie Melua…Płyta w takich właśnie klimatach utrzymana. Podoba mi się…
 
Druga, inne klimaty, płyta bardziej rytmiczna, przynosząca ze sobą słońce i radość, czyli Marisa Monte i jej "Universo Ao Meu Redor". Mówiłam kiedyś, że lubię brazylijskie klimaty…;)

Wyobraźcie sobie, że…

…ktoś, kto Was nie zna, zjawia się pewnego dnia u Was w domu. Po czym orientuje się, co lubicie robić, jakie jest Wasze hobby?
U nas, wiadomo, półki z książkami , trochę półek z muzyką.

Ale to, co chyba najbardziej rzuca się w oczy, to kartki z podróży, pocztówki od ludzi z wyjazdów otrzymane porozstawiane po kątach, wiele akcentów podróżniczych czy z ulubionymi miejscami, jak zdjęcie z Hundertwasserhouse z Wiednia czy obrazek z przytuloną parą z lat 60tych pod Wieżą Eiffel’a, czy wreszcie różne duperelki z podróży a to nabyte samemu a to otrzymane właśnie. No i oczywiście magnezy na lodówkę z różnych stron świata (nie we wszystkich byliśmy sami, część otrzymana).
A co u Was zdradziłoby Wasze umiłowania czy hobby??

Pasiwo…

…wczoraj z kolei dała mi do myślenia swoim wpisem na blogu o spotkaniu jej z Mamą. W ogóle, bardzo często Wy, moi blogowi goście, swoimi wpisami powodujecie u mnie rozmaite przemyślunki i refleksje.

Pasiwo ładnie tak i ciepło napisała o spotkaniu ze swoją Mamą. My też wczoraj widzieliśmy się z Rodzicami, P.
Jak przeczytałam to, co Pasiwo napisała, to aż powiedziałam do P. "Zobacz, jacy my jesteśmy szczęśliwi, że wciąż możemy spotkać się z Rodzicami"…
A przecież wśród nawet naszych, bardzo młodych wiekiem , rówieśników , są już osoby, którym tych spotkań tu na ziemi, zabrakło.

Doceniajmy te, niby zwyczajne rzeczy, które ciągle mogą się dziać w naszym życiu………

„Śmierć w La Fenice”, Donna Leon…

…czyli nareszcie udało mi się przeczytać pierwszą książkę z cyklu o komisarzu Brunettim.

W weneckiej operze zostaje zamordowany światowej sławy dyrygent, Helmut Wellauer. W sposób iście z kryminału Agathy Christie wzięty a mianowicie otruty cyjankiem potasu…

Brunettiemu przyjdzie rozwiązać zagadkę śmierci dyrygenta, będzie musiał dojść tego, kto stoi za morderstwem, czy wdowa, czy może słynna artystka, z którą miał spory, czy też może ktoś zupełnie inny? Dyrygent słynący z bardzo surowych, konserwatywnych poglądów miał bowiem wielu wrogów, a na pewno nieprzyjaciół, komuś więc mógł się narazić…

Podobała mi się ta książka.

jestem dzikusem…

…kilka razy to już pisałam , ale …zajrzałam ja sobie wczoraj na blog Szelestu_tafty i przeczytałam Jej ostatni wpis o znajomych i…aż zamarłam (czemu dałam wyraz w komentarzu do niej). Nie podam Wam linku do wpisu, ale kto chce, na pewno trafi…mam Jej blog w linkach do blogów, które odwiedzam.

Szeleście, jak mi dobrze, że Napisałaś to wczoraj…Bo napisałaś jakby o mnie.
Czasem zastanawiam się, jak to jest, że po prostu taka jestem. Dzika. trudna do oswojenia. Wiele osób próbowało i im nie wyszło. Z góry o tym mówię, a niektórych to nie zraża i próbują. Chcą oswoić Chiarę. A nie zawsze i nie wszystkim się to oswojenie udaje. Chiara potrzebuje czasu na wiele rzeczy. Prawdopodobnie o wiele więcej, niż tak zwane socjalne jednostki. Dla których pewne gesty , zachowania są po prostu zwykłe. Ja do nich muszę się przekonać. Muszę wiedzieć, że chcę coś zrobić, spotkać się z kimś, czy pogadać. Nie dam się namówić na spotkanie, jeśli bardzo tego sama nie będę chciała…Nie należę do typów, które powiedzą sobie "Raz kozie śmierć, jak będzie źle, zabieram torebkę i wychodzę"…Ja zmusić się nie potrafię. Niektórzy próbują. To nie jest ich wina. Oni są po prostu bardziej socjalni, towarzyscy? niż ja. I czują opór z mojej strony. Ten opór zaczyna być tym większy, niż ten ktoś naciska. Osoby, które bardzo dobrze mnie znają , wiedzą, jak do mnie podejść, żebym się otworzyła w jakiejś kwestii…ci, co nie znają, czasem odpuszczają, czasem się obrażają, czasem dają spokój a próbują za jakiś czas.
Jedno napiszę…ulżyło mi wczoraj, że jest nas na świecie więcej. Nie mówię, że Szelest_tafty jest moim klonem, że ma dokładnie tak samo, ale to, co Napisała, sprowokowało mnie do popełnienia tego wpisu…musiałam ubrać w słowa, chociaż niezdarnie, to, co siedzi we mnie gdzieś w głębi…

Szelest_tafty napisała, że "uchodzi za samotnika i gbura"…zastanawiam się, ile osób myśli tak o mnie…Bo, że myślą, to pewnik…
Najgorsze? Najlepsze? jest to, że mnie z moją postawą jest całkiem dobrze…Przywykłam do siebie.

Napisałam to wszystko nie po to, żeby się komukolwiek wytłumaczyć…bo nie mam takiej potrzeby. Chciałam jedynie napisać, że może czasem kogoś nie rozumiecie…że wydaje wam się inny…otóż, są po prostu różni ludzie, z różnymi postawami wobec świata, ludzi i fajnie by było po prostu o tym wiedzieć, nie wiem, czy zrozumieć, bo nie do końca myślę , że to się może udać, ale kto wie??

mówiłam ostatnio…

, że stary człowiek a głupi? Głupi, bo się ciągle nie może przyzwyczaić, że politycy mają wielką zdolność zlewania ludzi? Lekceważeniem mogliby góry przenosić, tak im to wychodzi. A słowo prawda trafia do ich "Słownika słów nigdy nie używanych".

Kaczyński grzmiał z mównicy "Warchoł!!".

Lepper odszczeknął "Chamstwo, chamstwo, chamstwo".

I co? I wielkie g…o. Czyli jest , jak jest od jakiegoś czasu w Polsce.
Nie dziwię się ludziom, że uciekają z tego okrętu.

Tu nawet kapitan pierwszy by uciekał z tonącego okrętu, nie zwracając uwagi na to, że kraj i ludzie mogliby zatonąć…

szkoły…

oglądamy wczoraj jakąś reklamę, w której jest szkoła, taka typowa PRLowska (reklama bowiem sięga lat dziecięcych obecnych 30latków). Ja się odzywam "O, patrz, taka obleśna szkoła, jak moja…ja chodziłam do takiej Wiesz, 1000 szkół na tysiąclecie państwa polskiego…tysiąclatki".

 P. "Ja też do takiej chodziłem".

Ja "Patrz, że bez sensu ten PRL był i za nim nie tęsknię, to fakt, ale szkoły przynajmniej budowali, a teraz co?"… (mam na myśli chociażby sytuację na Kabatach, gdzie gmina wydaje pozwolenia na kolejne budowy domów, ale nie myśli ani o przychodniach zdrowia, ani o szkołach, skutkiem czego ludzie wożą siedmiolatków do centrum na przykład do szkół, paranoja!).

P. "Wtedy 1000 szkół na tysiąclecie państwa polskiego, a teraz 4 szkoły na IV Rzeczpospolitą".

Kurtyna, oklaski.