Pewna pani…

na półtora roku przebrała się za mężczyznę i przeniknęła do męskiego świata.

Nie czytałam, od razu mówię, ale dumam nad tą książką. Dumam też dookoła, czyli zaraz mi się te nasze rozmowy na blogu Tipota przypomniały i ciekawa jestem Tipocie, czy znasz tę książkę i czy w ogóle by Cię zainteresowała?

A ja jak zawsze dumam dookoła, jak to nazywam, czyli refleksjami się zajmuję, bo tak, zastanawiam się, czy mnie kiedykolwiek by się chciało udawać mężczyznę, żeby "przeniknąć" do jego świata i go poznać. Czy to, że zastanawiam się, czy ten świat męski widziany niejako od wewnątrz wtedy ( i tak nie do końca, bo jednak po prostu pewne sprawy odbiera się inaczej będąc kobietą a inaczej będąc mężczyzną) zainteresowałby mnie w ogóle?

Nie, nie jestem z tych, co zarzekają się, że "mężczyźni są z Marsa, a kobiety…" ( ze snikersa;). Nie lubię takich sztucznych podziałów, ale akceptuję jakąś inność płci i nie mam chyba parcia na to, żeby przekonać się, czy mężczyźni są biedni, bo muszą się zmusić i w wieczór kawalerski koniecznie zaprosić panienkę wyskakującą z tortu (bo może on sam by nie chciał, ale jakby to wyglądało przy kolegach itd).

Nie wiem, czy obchodzi mnie, czemu lubią takie a nie inne filmy, czy takie a nie inne sporty uprawiać, jeśli okazuje się, że będąc ze mną , mamy jeszcze o czym rozmawiać, mamy jakieś wspólne punkty zaczepienia.

I czy ta książka spowodowałaby, że spojrzałabym na nich inaczej? Oto jest pytanie.

A propos, czytam wczoraj o niej w Zwierciadle (wcześniej słyszałam w Polskim Radio), i opowiadam P. "Wiesz, jedna kobieta przez półtora roku udawała mężczyznę, żeby zobaczyć, jak to jest być prawdziwym facetem" , zerkam do pisma "Aaaa, w Stanach to było, więc luz" stwierdzam. P. odzywa się w zadumie "Prawdziwie męskie życie poznałaby udając faceta w Rosji" hehe, i tym optymistycznym akcentem kończę niniejsze wypociny;)

A tu link do książki:

http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/481420#fullinfo