„Worek Kości”, Stephen King.

Ci, co znają moje literackie gusty, wiedzą, że Stephen King należy do jednego z moich ulubionych autorów.

Tym razem przeczytałam książkę, której do tej pory nie znałam. Mama nabyła ją u siebie w księgarni za obniżoną cenę. Jest to "Worek Kości".

O dziwo, okazała się jedną z najlepszych książek Kinga, jakie czytałam!

Popularny autor Michael Noonan zostaje nagle wdowcem. Ta niespodziewana sytuacja powoduje u niego wypalenie się i niemoc twórczą.
Szukając ukojenia i być może rozwiązania swego problemu z pisaniem a raczej jego niemożliwością, Noonan wraca do domu nad jeziorem, w którym wraz z żoną Jo przyszło im spędzić wiele miłych chwil.

Niestety, szansa na uzyskanie spokoju, to ostatnia rzecz, jaka go tam spotka. Ruszyła już bowiem lawina zdarzeń, które doprowadzą do jak zawsze nieprzwywidywalnego u Kinga końca. Po drodze, zmierzenie się z odkrywaniem tożsamości własnej rodziny, z demonami przeszłości.

Jak zawsze wspaniały obraz Ameryki prowincjonalnej wraz z wszystkimi jej plusami i grzechami.

Lubiącym Kingowe klimaty-polecam!