gdzie popełniono błąd?

dzisiaj na gazecie artykuł o 14 latce, która ośmieszona i potraktowana okrutnie przez kolegów (kolegów?) z klasy, popełniła samobójstwo wieszając się na dziecięcej skakance.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3702122.html

zastanawiam się, gdzie faktycznie popełniono błąd a raczej może, gdzie ich nie popełniono…dyrektor szkoły nie chce nikogo oskarżać na siłę…Pewnie, jeszcze trzeba by się przyznać do własnej nieudolności.

Ale tych błędów doprowadzających do samobójstwa tak młodej osoby popełniono po drodze wiele…w domu uczniów, którzy w tak przedziwny sposób postanowili sobie "zażartować", w szkole, że nie dopilnowała tego, aby klasa nie została sama (ileż to razy nawiasem mówiąc , zostawiali nas samych w klasie w podstawówce!) , w szkole, bo przecież inni rówieśnicy w klasie widzieli to zajście, także w domu tej dziewczynki, która chyba nie czuła, że może komukolwiek powiedzieć o tym, co się stało, co ją zraniło, i wolała odebrać sobie życie…

Przypomniała mi się moja wychowawczyni z liceum. Niestety, nie umiem myśleć o niej z wdzięcznością. Faworyzowała pewne osoby w klasie. O dziwo? na przykład chłopaka, który sympatyzował z nazistami, o Żydach mawiał, że nadają się do gazu i upatrywał sobie w klasie ofiary, które potem dręczył latami…wychowawczyni o tym wiedziała, ale nie reagowała, bo i po co? Najwyraźniej uważała, że takie dręczenie ma wzmocnić jego ofiary. Pytanie, jak by się czuła, gdyby któraś z jego ofiar postąpiła podobnie, jak owa 14latka…

Nasi rodzice zachwycali się, jaka to z niej świetna pedagog a my widzieliśmy to nieco inaczej. Może powinniśmy niektórym z nich otworzyć oczy na jej postępowanie…

Żal tej dziewczynki…żal, bo ona się zabiła a kolesie, którzy potraktowali ją jak śmiecia, pewnie nawet nie odczują wyrzutów sumienia…