o tej porze siedziałam na fotelu fryzjerskim a pani kończyła fantastycznego koka mojej ślubnej fryzury.
Był do tego stopnia super, że kiedy na próbnej fryzurze zobaczyłam, jak wyszedł, kiedy wpięliśmy w to malutkie różyczki w kolorze ślubnego bukietu, oniemiałam i powiedziałam, że nie ma mowy o welonie wcześniej nabytym;)
Dziś "stuknie" nam wieczorem 7 lat, odkąd wędrujemy razem przez świat jako małżeństwo…zleciało! Wydaje mi się, że dopiero poznałam P., pamiętam tak wyraźnie nasze pierwsze spotkanie i pewną niezwykłą myśl, która mi wtedy przemknęła przez głowę.
Z ceremonii pamiętam niewiele, ale pamiętam z kazania, że nasz zaprzyjaźniony książdz powiedział nam wtedy "nie powiem Wam, że będzie zawsze lekko, bo nie będzie, ale kiedy przyjdą trudne chwile, On Wam Pomoże"…i tak jest.
Ślub odbył się o 18.00, a raczej miał, bo było opóźnienie (para przed nami spóźniła się na swój ślub i trochę się przeciągnęło). Zaczęło się więc nieco później…
Było bardzo dużo osób a my bylismy wtedy megaszczęśliwi;)
I życzę sobie i P., żebyśmy takie megaszczęście jeszcze nie raz odczuwali…
I chociaż pewne rzeczy się nie zmieniły a pewne tak, to bilans tych siedmiu lat uważam za udany;)
Pomyślcie dziś o nas ciepło w okolicy 18.30, kiedy ta siódemka nam "stuknie":)
