Marek Grechuta. To fakt, że fazę na jego piosenki miałam dawno temu i nie mogłabym teraz z czystym sumieniem powiedzieć, że codziennie go słucham, ale to on między innymi w tych piosenkach nauczył mnie jakiegoś wrażliwszego spojrzenia na świat…
Naszła mnie taka refleksja…odchodzi Ich coraz więcej i coraz częściej słyszymy te wiadomości o ich śmierci…i zostanie nam za chwilę taka obrzydliwie szara przeciętność albo dno, pokryte złotkiem, które jak brokat źle nalepiony, odkleja się i sypie…jedno jest pewne, kiedyś tam po śmierci tych naszych topowych obecnie gwiazdeczek, nie będzie takiego poruszenia, jak dzisiaj, na necie, na blogach, w rozmowach, jakie prowadziłam…
Coś w tym jest, że nawet odchodzą, jak wielcy…
update do wpisu…zajrzałam na Merlina, ot, zorientować się , co tam w książkach i aż mi się niesmacznie zrobiło…po lewej stronie wpis, że zmarł i "zobacz wszystkie płyty"…w dzisiejszych czasach nawet na śmierci można zarobić…
Nie wiem, czy się dziś czepiam, czy co…
