Kolejny kryminał Henninga Mankella, który przeczytałam i który mnie zachwycił. O ile kryminał może zachwycać. Po Marininie i Donnie Leon mam kolejnego ulubionego pisarza kryminałów (Agatha Christie zajmuje miejsce pierwsze i na stałe i nie muszę jej za każdym razem wymieniać).
"Piąta Kobieta" zaczyna się w Algierze, gdy religijni fanatycy mordują brutalnie cztery zakonnice i tytułową "piątą kobietę", szwedzką turystkę, która korzystając z niskiej ceny noclegu spędzała tam czas.
W rok po tym wydarzeniu, o którym w Szwecji nikt oprócz jednej osoby nie wie, w Szwecji właśnie rozpoczyna się seria brutalnych morderstw mężczyzn. Jeden z nich ginie wrzucony do rowu z zaostrzonymi palami, drugi zostaje znaleziony uduszony w lesie, trzeci zostaje utopiony w wodzie, gdzie został wrzucony w worku, gdy jeszcze żył…
I znowu na czele śledztwa stanie komisarz Kurt Wallander, któremu przyjdzie zmierzyć się nie tylko ze śledztwem, ale i nagłą i niespodziewaną śmiercią ojca, z którym dopiero co zaczął odzyskiwać nadszarpnięte dawniej dobre kontakty, własną żałobą po tymże wydarzeniu, a także z wielkimi zmianami społeczno kulturowymi jego ojczyzny, które najlepiej widzi podczas coraz bardziej wyrafinowanych i brutalnych zbrodni , z jakimi podczas jego kariery przyjdzie mu się zmierzyć.
Bardzo polubiłam styl kryminałów Mankella. Odpowiada mi to, co widzę też u Marininy i Leon , to, że jest tak jeszcze rys psychologiczny, pewne szczegóły kulturowo społeczne. Bardzo pasuje mi to właśnie, że nie tylko o zbrodni i śledztwie jest w tych książkach. Podoba mi się postać głównego bohatera, jest wiarygodna, nie papierowa, taka realna.
Stałam się miłośniczką kryminałów Henninga Mankella;)
Przede mną teraz jego "O krok";))