Silna osobowość?

Wczoraj w TV pokazali fragmentami wywiad z Nataschą Kampusch. Tą, która dwa tygodnie temu uciekła po dziesięcioletniej niewoli z domu porywacza.

Byłam zaskoczona, na plus, oczywiście. Po pierwsze, jak na osobę, która, tak zakładam, dziesieć lat lekarza nie spotykała, wygląda ona zdrowo (fizycznie), wysławia się poprawnie, nie znam na tyle niemieckiego a i lektor zagłuszał, by ocenić, czy zasób słownictwa odpowiada osiemnastolatce, czy dziesięciolatce, jaką była w momencie porwania. Ale zdaje się, że jej porywacz ją uczył. Tyle "dobrego", że chyba jakiejś widzy liznęła. Ma wielkie plany, chce studiować…
Zaskoczyło mnie, jak wielką, silną osobowość ma ta dziewczyna , skoro wyszła z tego na razie przynajmniej ok. Były pokazane głosy ludzi z Austrii, jedna kobieta wyraziła to, co ja pomyślałam, oglądając wywiad. Powiedziała "To niesamowite, że po tym wszystkim ona wyszła stamtąd w jednym kawałku"…To samo ja sobie pomyślałam.
Twierdziła, że zawarła "pakt" sama ze sobą, że nie podda się i ucieknie, kiedy będzie starsza.

Powiedziała coś jeszcze, co sprawiło, że mnie aż zmroziło, takie zimne dreszcze przeszły mi po plecach….otóż, po jakimś czasie porywacz czasem zabierał ją ze sobą na przykład do centrum handlowego……Natascha powiedziała,że szedł tuż za nią, wcześniej uprzedziwszy, że jeśli tylko odezwie się do kogokolwiek, to zabije i ową osobę i samą Nataschę. Natascha powiedziała, że w tej sytuacji robiła jedno…wpatrywała się w ludzkie twarze, usiłowała ŚCIĄGNĄĆ ludzkie spojrzenia, uśmiechała się do ludzi usiłując powielić uśmiech ze zdjęcia , jakie podejrzewała, że jest na zdjęciu z poszukiwań (a może je widziała, wszak podobno mogła czytać tam gazety…). Tak, czy siak, aż mnie dreszcze przeszły…bo może człowieka kiedyś ktoś taki właśnie minął…ja wiem, że to się jednak nie zdarza często, ale…ludzie są zabiegani, tacy obojętni na innych……..

Nie wiem, jaka wyjdzie w rezultacie z całej tej sytuacji Natascha. Życzę tej młodej kobiecie wszystkiego najlepszego. Wygrania z własną psychiką, która, nie oszukujmy się, będzie długo a pewnie i zawsze pamiętać to, co się stało. Życzę jej jednak, by ów pakt , zawarty przez dziesięcioletnią Nataschę, by ten pakt trwał nadal i by ona wygrała!

Trafiło bowiem na wyjątkowo silną osobowość…na osobę, która wtedy nie zwariowała, nie poddała się…Więc mam nadzieję, że i teraz się nie podda…..

„Historia Hester”, Adele Geras…

Hmmm, hmmm, hmmmm….napiszę tak. Po "Mrocznych Sekretach" książka Geras gorsza. Niestety. Nie napiszę, że dużo. Ale sporo. Po pierwsze, nie wiem, czy to przez jeden z moich ulubionych filmów, jaki obejrzałam sobie dla powtórki dzień przed lekturą o pewnych wydarzeniach z książki, czy to moja intuicja, ale …domyśliłam się, co stanowi tajemnicę już sporo przed zakończeniem książki. (Nie będę pisać, o jaki film mi chodzi, bo może ktoś go zna a książkę jednak będzie chciał przeczytać, to nie chcę psuć lektury).

Takie domyślenie się, co się stało lub co będzie miało miejsce , zawsze osłabia mi siłę lektury. Poza tym, ta książka, to jednak takie romansidło, z baletem w tle. Do prywatnej rezydencji dawnej primabaleriny przyjeżdża zespół baletowy, aby wystawić tam coroczne przedstawienie. Rezydencja pełni bowiem funkcję angielskiego prywatnego teatru. W tle, historia życia Heras, owej primabaleriny, a także kilka innych wątków pobocznych. Poznajemy nieszczęśliwą miłość Heras, a także dochodzimy do rozwiązania sekretu, jaki przez całe życie trzymała ona w ukryciu. Z założenia zapewne mieliśmy dojść do niej na końcu książki, ja zaś rozszyfrowałam ową tajemnicę mniej więcej w połowie;)
Jeśli ktoś ma ochotę na czytadło, to proszę bardzo. Ja jednak z jakimś meganaciskiem nie polecam.

znowu tam takie…

…refleksje o blogach…zauważyłam, że ten niewinny z początku zwyczaj stał się nałogiem (na szczęście, chyba niegroźnym?). Widzę, widzę to na blogach u innych, że niektłórych też "wzięło"…część z Was, ja także,  ma stałe grono odwiedzających. Coś widać "zaskoczy", czy podoby styl myślenia, podobne spojrzenie na świat? Coś w każdym razie, co trzyma nas przy danym blogu, co sprawia, że chce się zajrzeć na ten blog, zobaczyć, co "słychać" (chociaż chyba prawdziwszym byłoby określenie, co czytać) u naszych blogowych znajomych.
Z tego , co widzę, podczytuję, część osób przenosi te kontakty do reala.
Mnie jest jakoś dziwnie, kiedy widzę, że ktoś zamknął blog i okazuje się, że ja na liście czytaczy się nie znalazłam. Jakoś dziwnie, bo …pokazuje to, że widać jednak nie zaskoczyło w tym przypadku. Jeszcze dziwniej chyba jednak czuję się, kiedy blog znika albo kiedy ktoś, kto mnie do niedawna odwiedzał, znika, a widuję go caly czas u innych. Co oznacza, że mój blog, czy też moja wirtualna postać , przestaje mu odpowiadać. Nie powoduje to u mnie depresji, w końcu nie znam tych osób, a i one nie mogą powiedzieć, że mnie znają, ale jakiś taki, hmm, nawet nie wiem, jak to określić…jakieś takie uczucie uwierania, że jednak nie wyszła, nawet taka tylko internetowa znajomość, rozmowy…ciekawe, czy komuś by też brakło mojej obecności na blogu…

samoloty, samoloty…

…czyli remont pasa na Okęciu. Czyli w efekcie, jak co roku, kilka tygodni z samolotami podchodzącymi nad głową do lądowania. Cóż, wiedzieliśmy o tym kupując mieszkanie. Ale zachwycać się tym nie muszę. I nie zachwycam. Lubię patrzeć na lądujące samoloty, ale jak mam ochotę, to podjeżdżamy sobie przy samym pasie na Okęciu.
Teraz się i tak człowiek jakoś przyzwyczaił, najgorzej było zaraz po wprowadzeniu się, te prawie już 4 lata temu. Zaraz po przeprowadzce -samoloty;) Pamiętam, że nocą śniły mi się koszmary z samolotami w roli głównej.
Samoloty słychać i przy otwartym oknie są uciążliwe. Zastanawiam się, jak żyją ludzie, którzy od strony , gdzie zazwyczaj one lądują , mieszkają…Nigdy nie otwierają okien ?
No i nie wiedziałam, że mamy tak oblegane lotnisko;) Na lokalnym forum wyczytałam wczoraj, jakie to i cywilne i wosjkowe do nas latają…
Cóż, podobno do 25-tego września mają latać. Miło by było, gdyby remont udało się przyspieszyć…ale pewnie nie…
A samoloty jak zaczynają latać gromadnie o 6 rano, tak czasem i dobrze po pierwszej w nocy jakiś się przemknie.

Samoloty, samoloty;))

miły gest…

…z samego rana. A poprawił mi nastrój. Zadzwoniła do mnie K., że zamawia sobie najnowszy zapach Lacoste i czy ja bym nie chciała próbki zapachu, bo jest opcja, że można "send to a friend". No, pewnie, że chciałam;) Jeśli poczta się próbką nie zainteresuje, to niebawem ją będę mieć.

Taki może drobny gest, a miło mi się zrobiło.

Z innych spraw, wczoraj zaczęłam najnowszą książkę Adele Geras (tak, to ta od  "Mrocznych Sekretów") , "Historia Hester". Jak na razie -podoba mi się. Zobaczymy, jak będzie po lekturze.

„Cedry pod śniegiem”, David Guterson…

…czyli po trochu kryminał, po trochu niespełniona miłość, a wszystko to z rysem historycznym w tle. Akcja książki dzieje się na wyspie na San Piedro na Pacyfiku, należącej do USA. Chociaż mamy przedstawione domniemane morderstwo jednego z mieszkańców, rybaków, w roku 1954 , poznając losy bohaterów cofamy się aż przed II Wojnę Światową, a także do czasów wojny, kiedy to widzimy losy przybyłych przed wojną na te tereny Japończyków.

O morderstwo miejscowego rybaka zostaje oskarżony również miejscowy rybak, potomek Japońskich przybyszów. Poznajemy skomplikowane losy mieszkańców wyspy, romans, który właściwie się nie spełnił, a także jesteśmy świadkami niełatwych wyborów natury etyczno-moralnej.

Książkę nabyłam trochę przypadkiem, jako, że kolejna z serii książki wydanej w niższej cenie (ja nabyłam za 11.90). Bardzo mi się podobała! Polecam!